Anna Wąsik

Czy decydować się na terapię online?

Decyzja o skorzystaniu z kontaktu terapeutycznego w formie online może być trudna dla osób, które przyzwyczajone są do osobistego spotkania w gabinecie. Krótka (do 2 tygodni) przerwa w procesie terapeutycznym jest możliwa, pod warunkiem, że zarówno klient, jak i terapeuta są na nią przygotowani i mogą wspólnie zadbać o zamknięcie pewnych tematów przed. Na takie działania nie mieliśmy szans. Nieprzygotowana odpowiednio przerwa w terapii nie jest dobra, bezpieczna i wymaga szczególnego zaopiekowania. W obecnej sytuacji przerwa w kontakcie osobistym nie jest decyzją terapeuty. Zalecenia, które mamy od Ministerstwa Zdrowia, Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, stowarzyszeń psychoterapeutycznych krajowych i europejskich, wyraźnie wskazują na konieczność pracy online. Jako środowisko ze szczególną odpowiedzialnością społeczną, psychologowie, psychoterapeuci czujemy się odpowiedzialni za kształtowanie prozdrowotnych postaw.

 

 

W przestrzeni gabinetu, terapeuta sam zabezpiecza różne potrzeby  klienta – dba o przestrzeń, poufność, bezpieczeństwo emocjonalne rozmowy. W domu trudno jest samemu o to zadbać. Intymny świat terapii, od świata rodzinnego oddzielony jest tylko drzwiami i przejście z jednego do drugiego to tylko chwila. A światy te są czasami bardzo odległe, różne – i potrzeba czasu, żeby bez wysiłku emocjonalnego łagodnie przekroczyć ich próg. W gabinecie możliwe  jest to dzięki drodze, którą trzeba pokonać, żeby wrócić do domu. W terapii online nie jesteśmy w stanie do końca wyjść z naszej realności, zwłaszcza jeśli za drzwiami słychać domowy rozgardiasz.

Kolejnym utrudnieniem w kontakcie online jest „trzecie oko”, które towarzyszy nam podczas spotkania. Okienko z podglądem na własną osobę pozwala nam kontrolować, w jaki sposób widzi nas rozmówca, cały czas jednak kontroluje także to, jak my się prezentujemy. Może to powodować dyskomfort i trudność z wejściem w relację.

Prowadząc wideorozmowę w domu, odsłaniamy także terapeucie kawałek naszego świata. Przez kamerkę widać nasz dom, przedmioty, kolory, które nas otaczają. Możemy nie mieć gotowości na takie odsłonięcie i mieć poczucie naruszenia granic terapii.

Bardzo prozaicznym problemem mogą być też kwestie techniczne – trudność w znalezieniu odpowiedniego komunikatora, mała biegłość w jego obsłudze, problemy z połączeniem.

Wszystkie te trudności mogą być oczywistą przyczyną niechęci do kontaktu online i przerwania terapii. Co zdecydowanie nie jest wskazane.

Jest jednak kilka sposobów, by sobie z nimi poradzić:

  • W kontakcie online, wbrew pozorom masz dużo więcej kontroli niż w gabinecie. Sam możesz zorganizować przestrzeń i czas tak, by były dla ciebie jak najbardziej odpowiednie. Umów się z terapeutą w czasie, gdy w domu masz zapewniony największy spokój i intymność. Być może wtedy, gdy inny domownik może ogarnąć dzieci, tak, żeby nie przeszkadzały, może rano albo wieczorem. Stopniowo wszyscy przyzwyczajamy się do tych szczególnych warunków i z każdym dniem w twoim domu będzie się pojawiać więcej rutyny i przewidywalności. Uprzedź domowników, że będziesz mieć spotkanie i potrzebujesz, żeby ci nie przeszkadzano przez czas 50 minut.
  • Zadbaj o spokojne, wyciszone miejsce do rozmowy. Jeśli obawiasz się, że rozmowę będzie słychać w domu, za drzwiami pokoju, na zewnątrz ustaw radio i włącz muzykę – będzie zagłuszać przebieg terapii. Załóż słuchawki na uszy – będziesz lepiej słyszeć terapeutę po drugiej stronie.
  • Ustaw kamerkę, komputer tak, żeby pokazywał przestrzeń, którą chcesz udostępnić terapeucie. Może to być pusta ściana. Ubierz się, jak na spotkanie w gabinecie (w pidżamie, lub dresie możesz czuć się niekomfortowo). Zadbaj o chusteczki higieniczne i szklankę wody.
  • Przed spotkaniem przetestuj komunikator, przez który będziesz rozmawiać. Porozmawiaj online ze znajomym, albo kimś z rodziny. Oswój się trochę z taką formą kontaktu. Przed spotkaniem możesz wysłać terapeucie zaproszenie przez komunikator, tak, żebyś nie musiał się martwić, czy się odnajdziecie. Wyłącz okienko z podglądem samego siebie – w ten sposób „trzecie oko” nie będzie aktywne.
  • Umów się z terapeutą, że pierwsze spotkanie będzie testowe – jeśli ta forma kontaktu będzie zbyt niekomfortowa, możecie ją zakończyć wcześniej.
  • Zaktualizuj komputer przed sesją, żeby zminimalizować możliwość, że w trakcie spotkania będzie miał taką potrzebę i ograniczy połączenie. Wyłącz inne aplikacje – komunikatory potrzebują dużo miejsca w pamięci operacyjnej. Dobrze jeśli w tym czasie inni domownicy nie obciążają sieci internetowej. Miej w pogotowiu telefon – jeśli połączenie się przerwie, będziesz mógł skontaktować się terapeutą i rozwiązać problem. Ustal, kto będzie kogo wywoływał w takiej sytuacji.
  • Jeśli masz wątpliwości, co do intymności rozmowy po stronie terapeuty – zapytaj go o to, jak zabezpieczył spotkanie. Porozmawiaj z nim o swoich wątpliwościach.
  • Pamiętaj – po drugiej stronie jest ten sam, dobrze ci znany, życzliwy terapeuta, z którym już się spotkałeś w realu.
  • Daj sobie czas – większość osób (z mojego doświadczenia wszystkie), które miały wątpliwości co do kontaktu online i się na niego zdecydowały, są zadowolone i ponawiają kontakt.

Spotkajmy się online!

Posted by Anna Wąsik in terapia online, 0 comments

Od współregulacji do samoregulacji.

Samoregulacja jest umiejętnością bardzo pożądaną we współczesnym świecie. W punktu widzenia sukcesu życiowego, który na początkowym etapie manifestuje się w osiągnięciach szkolnych, jest jednym z jego wskaźników. Osoby, które potrafią zahamować swoje impulsy, odroczyć gratyfikację, wytrwać do końca zadania i szybko wrócić do równowagi po doświadczeniu trudnego zdarzenia, lepiej sobie radzą zarówno w relacjach osobistych, jak i w swojej pracy, mają też większe poczucie osobistego  dobrostanu (well – being). Zdolności samoregulacyjne są także wyznacznikiem gotowości szkolnej. Dziecko z dobrą samoregulacją potrafi utrzymać uwagę na zadaniach szkolnych, ignorować czynniki zakłócające (takie, jak np. hałas), zapamiętać polecenie nauczyciela wystarczająco długo, żeby wykonać zadanie, potrafi się także oprzeć impulsom, jak chociażby odpowiedzenie koledze na zadane szeptem pytanie, czy wyglądnięcie przez okno, za którym słychać dźwięk karetki pogotowia.

Samoregulacja przejawia się w kilku obszarach:

  • na poziomie emocjonalnym pomaga zarządzać sposobami doświadczania i wyrażania emocji;
  • na poziomie zachowania umożliwia kontrolę aktywności fizycznej – pozostania spokojnym, kiedy jest to wymagane i ukierunkowania działania (np. tak, by kopnąć piłkę, a nie kolegę i pobiec do właściwej bramki);
  • na poziomie poznawczym samoregulacja pomaga zachować zasady, utrzymać uwagę podczas czytania opowiadania, czy też nie ulegać wyobrażeniom i skojarzeniom w głowie.

Samoregulacja nie jest umiejętnością, z którą się rodzimy. Nie można też wyćwiczyć jej przed osiągnięciem odpowiedniej dojrzałości fizjologicznej. Jest jedną z tych umiejętności, która wymaga dojrzałości anatomicznej ale nie rozwinie się także w pełni bez aktywnego i życzliwego udziału dorosłych. A trening w tym kierunku rozpoczyna się już bardzo wcześnie.

Niemowlę w relacji z opiekunem nieustannie porusza się pomiędzy intensywnym połączeniem a oddzieleniem. Przejawami połączenia w zdrowej relacji jest utrzymanie kontaktu wzrokowego, reakcja mimiczna, uśmiech, wydawanie dźwięków, które stopniowo przyjmują kształt prymitywnej rozmowy – protokonwersacji. Dziecko poszukuje połączenia z dorosłym, na co on reaguje stałą dyspozycją i wchodzeniem w relację, zgodnie z potrzebami dziecka. Taka intensywna relacja wyczerpuje bardzo jeszcze wrażliwy układ nerwowy niemowlęcia, które w odpowiedzi na przeciążenie reaguje odwróceniem wzroku, głowy, czasem zaśnięciem. Są to pierwsze przejawy samoregulacji. Dziecko po chwili jest w stanie wrócić do kontaktu z opiekunem i wznowić połączenie. Uważny, spokojny i świadomy opiekun będzie za tymi potrzebami podążać reagując empatycznie na „zaczepki” dziecka i pozwalając mu się na chwilkę wycofać, bez poczucia odrzucenia i straty. Wewnętrzny spokój, obecność fizyczna i przytomność emocjonalna wypełniają brak wynikający z rozwojowej niedojrzałości układu nerwowego dziecka.

Bessel van der Kolk, badacz traumy rozwojowej podkreśla, że wczesna funkcja rodzicielska polega przede wszystkim na tym, by pomóc dzieciom radzić sobie z własnym pobudzeniem. Powtarzające się cykle emocjonalnego dyskomfortu, a następnie rozluźnienia wynikającego z ukojenia ze strony opiekuna, są podstawą dla kształtującego się zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Z czasem dziecko uwewnętrznia tę współregulację, tworząc w sobie przekonanie, że po pobudzeniu zawsze następuje ukojenie – to przekonanie tworzy podstawy samoregulacji.

W wieku przedszkolnym, oprócz balansowania pomiędzy połączeniem a rozłączeniem z dzieckiem, dorosły wspiera samoregulację poprzez nieustanne wyjaśnianie powodów, dla których czasem trzeba na coś poczekać. W tym wieku dziecko posiada już lepsze zdolności komunikacyjne, odporniejszy i dojrzalszy układ nerwowy, by poradzić sobie z tym zdaniem. Dorośli wspierają również rozwój samoregulacji poprzez bycie samoświadomym i uważnym na własne reakcje emocjonalne – tak, by wycofać się na chwilę z interakcji z dzieckiem, gdy poziom pobudzenia wymaga wyregulowania. Jest to rodzaj wspólnej gry wymagającej dopasowania się osoby dorosłej do potrzeb dziecka, a także z czasem – dziecka do potrzeb dorosłych.

Potrzeba współregulacji utrzymuje się w ciągu całego naszego życia. W sytuacjach kryzysowych, trudnych, radzenie sobie z emocjami jest oparte na kojącej obecności figur przywiązania:

  • niemowlę jest całkowicie zależne od opiekuna i przeżywa wiele kryzysowych doświadczeń każdego dnia; bez aktywnego i życzliwego udziału osób dorosłych nie poradzi sobie z wyciszeniem oraz zbudowaniem zaufania i poczucia bezpieczeństwa;
  • przedszkolak radzi sobie z emocjami i impulsami zdecydowanie lepiej, w sytuacjach pobudzenia nadal głównym źródłem jego ukojenia będą zewnętrznego ważne osoby ze środowiska zewnętrznego, chociaż zakres tych osób będzie już szerszy (nie tylko rodzice i dziadkowie, ale także przedszkolanki i nauczyciele);
  • nawet adolescenci i osoby dorosłe muszą czasem polegać na figurach przywiązania, szczególnie w okresach silnego stresu.

W szerokim rozumieniu, wzorzec samoregulacji, który tworzy jednostka będzie definiował jej indywidualny styl radzenia sobie w ciągu całego życia. Daniel Siegel uważa, że „Sposób w jaki doświadczamy świata, odnosi się do relacji z innymi. Odnalezienie sensu w życiu jest uzależnione od tego, jak regulujemy swoje emocje.” Współregulacja i samoregulacja w toku dorosłego życia powinny pozostawać w równowadze. Ważne, by umieć korzystać ze wsparcia ważnych osób, wtedy, gdy jest to potrzebne. Ważne jest także, by wykształcić własne sposoby radzenia sobie z pobudzeniem, a przede wszystkim adekwatnie rozpoznać jego poziom. Dorosłe życie to w dużej mierze samodzielne życie – jako osoby dorosłe musimy sobie radzićz egzaminami (np. na prawo jazdy), rozmowami kwalifikacyjnymi, wyzwaniami w pracy, trudnymi decyzjami, w których jesteśmy sami, zdani tylko na siebie. Współregulacja potrzebna będzie, żeby pozytywnie poradzić sobie z konfliktem w relacji – osobistej, zawodowej, z nastoletnim dzieckiem. Nie rozwiąże się sytuacji problemowej wycofując się z kontaktu w celu samoregulacji.

Koncepcja współregulacji i jej wspływu na umiejętności samoregulacyjne jest intuicyjna i oczywista. W praktyce jednak stanowi dla rodziców duże wyzwanie. Następnym razem, gdy twoje dziecko wpadnie w emocjonalny marazm, pomocne mogą być pewne wskazówki:

  • W relacji ze swoim dzieckiem modeluj umiejętności pozytywnej regulacji emocjonalnej. Rozpoznawaj, nazywaj i odpowiadaj na stresory w twoim codziennym życiu w sposób uważny i przytomny. Nie dąż do perfekcji ale do stałego podnoszenia własnych kompetencji w tym zakresie.
  • Pomóż dziecku uczyć się uważności i świadomości tego, co aktualnie wywołuje stres. Często przyczyna jest prosta – zbyt mało snu, niezaopiekowany głód, hałas, nieoczekiwana zmiana, ograniczenie dostępu do urządzeń elektronicznych.
  • Wyposaż dziecko w wiedzę. Pomóż mu zrozumieć emocje poprzez np. rozmowę o fizjologicznych symptomach złości, takich jak spocone ręce, czy łomotanie serca. Umiejętność rozpoznawania sygnałów z ciała to początek samoświadomości w tym zakresie.
  • Ucz dziecko podstaw inteligencji emocjonalnej poprzez poszerzanie słownictwa dotyczącego emocji. Rozpoznanie i nazwanie emocji jest pierwszym krokiem, żeby z nimi współpracować.
  • Wspólnie badajcie sposoby radzenia sobie z emocjami i stresem. Dobry, świadomy oddech może wyciszyć, uspokoić układ nerwowy i obniżyć poziom pobudzenia. Każdy układ zmysłowy i nerwowy jest wyjątkowy, dlatego trzeba będzie poświęcić trochę czasu na próby i błędy, żeby znaleźć dobre rozwiązanie dla układu nerwowego naszego dziecka.
  • Rozważ:

– czy moje dziecko uspakaja się w konkretnym miejscu?

– gdzie moje dziecko ucieka, chowa się, kiedy jest złe albo sfrustrowane?

– czy moje dziecko uspakaja się poprzez kontakt fizyczny, czy go unika w sytuacji pobudzenia?

– czy podczas pobudzenia szuka towarzystwa innych, czy raczej woli być samo?

Każde dziecko może się nauczyć emocjonalnej regulacji, niezależnie od wyzwań jakie stawia mu środowisko wychowawcze i edukacyjne.

„Nie istnieje dziecko, które wsparte zrozumieniem i cierpliwością nie mogłoby wejść na ścieżkę, która prowadzi do bogatego i pełnego znaczenia życia” Stuart Shanker.

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Po co są babcia i dziadek?

Istnieje taka koncepcja, że bycie babcią i dziadkiem, to ewolucyjna ekstrawagancja. Kiedyś dawno, dawno temu kobiety umierały wkrótce po spełnieniu swojej macierzyńskiej roli, doprowadzając dzieci do względnej samodzielności, czyli niewiele po 30 roku życia. Dziełem przypadku, jak to zazwyczaj w ewolucji bywa, jedna z kobiet dożyła wieku starszego – tak, że mogła opiekować się dziećmi swojej córki. Natura uznała ten „wypadek” za niezwykle przydatny z punktu widzenia dobrostanu, rozwoju i ciągłości gatunku. Opieka babci nad matką i jej dzieckiem zwiększyła szanse na przeżycie obojga. Wzmocnione geny przekazane zostały dalej, przyczyniając się do przedłużenia życia w aspekcie filo- i ontogenetycznym. W społeczeństwie ludzkim pojawili się ludzie starsi, którzy mogli pełnić rolę opiekunów dla wnuków i wsparcia dla rodziców. Zapłatą za bycie babcią i dziadkiem jest starość.

Korzystając z mądrości ewolucji można wnioskować, że rodziny pozbawione pokolenia dziadków, stają się słabsze. Dzisiaj, kiedy postęp i rozwój społeczeństw są na wysokim poziomie, mniej istotna wydaje się siła fizyczna, a coraz ważniejsza jest odporność psychiczna. Z punktu widzenia rodziny, dziadkowie wydają się być ważnym aspektem sprzyjającym budowaniu odporności psychicznej. W języku angielskim babcia to „wielka matka”, a dziadek to „wielki ojciec”. Jest w tym odwołanie się do archetypu Mędrca i Starej Mądrej Kobiety. Pokolenie rodziców czerpie z mądrości, doświadczenia i intuicji dziadków. Może zabrać od nich spokój, pewność, że wszystko ma sens i swoje dobre miejsce. Nauczyć się cierpliwości i czekania na dobrą zmianę. Docenić kojącą rolę czasu i nabrać dystansu do fizyczności. Spokój ten i pewność są niezwykle ważne, by dobrze wychować swoje dzieci.

Dzieci pozbawione kontaktów z dziadkami pozbawione są jednocześnie jakiejś części dzieciństwa. Dziadkowie i dzieci po prostu siebie nawzajem potrzebują. Jest to specyficzna, jedyna w swoim rodzaju relacja między pokoleniami, przedzielona generacją rodziców, która ubogaca obydwa światy. Dziadkowie nie są tylko do rozpieszczania – dają bezwarunkową akceptację, obecność i obiektywizm, na który nie stać rodziców, są wolni od oczekiwań wobec dzieci. Ubogacają świat dziecka o przeszłość, tradycję, pozwalają zrozumieć ciągłość i cykl życia.

Wnuki są dla swoich dziadków źródłem nadziei i sensu życia, zapewnieniem, że życie idzie do przodu i ma sens.

Dziadkowie dają wnukom korzenie a wnukowie dziadkom skrzydła.

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Błogosławieństwo superwizji.

Psychoterapeuta, po ukończeniu całościowego, kilkuletniego szkolenia w obszarze psychoterapii jest zobowiązany do stałego rozwoju i nieustannej nauki. Rozwój ten obejmuje zarówno obszar zawodowy – związany z podnoszeniem kompetencji, nabywaniem nowych umiejętności i uaktualnianiem swojej wiedzy, jak i obszar osobisty. Szczególną formą rozwoju w obu tych aspektach jest regularna superwizja.

I jest ona wielkim błogosławieństwem, zarówno dla samego psychoterapeuty, jak i jego pacjentów.

Często słyszę w gabinecie pytanie „Jak pani sobie radzi z tymi wszystkimi historiami, które pacjenci przynoszą?”, „Gdzie pani mieści ten ogrom problemów i nieszczęścia?” Jest to oczywiście przede wszystkim pytanie pacjenta o to, czy jest dla mnie ważny i wyjątkowy w ogromie tych różnych spraw. Jest to też pytanie o moją siłę i kompetencje. Pytania niezwykle istotne dla każdej, pojedynczej osoby, z którą się spotykam. Gwarancją tego, że pacjent jest dla mnie ważny i wyjątkowy, że będę w stanie zobaczyć go w pełni, z uważnością, siłą i kompetencją, jest właśnie superwizja.

Superwizja odbywa się przynajmniej raz w miesiącu. Może mieć formę indywidualną, polegającą na indywidualnym spotkaniu psychoterapeuty z superwizorem oraz formę grupową, gdzie grupa psychoterapeutów pracuje wspólnie. Superwizor jest z wykształcenia psychoterapeutą z wieloletnim doświadczeniem, który ukończył dodatkowo szkolenie superwizorskie i posiada certyfikat w tym obszarze.

Psychoterapia jest formą leczenia, ma charakter terapeutyczny. Jej zadaniem jest zmiana dotychczasowych wzorców funkcjonowania, które są nieadaptacyjne i nie służą człowiekowi, ograniczając rozwój i powodując cierpienie. W takim rozumieniu są to wzorce patologiczne. Rolą psychoterapeuty jest diagnoza tych wzorców, ich uwidocznienie i wsparcie w kierunku zmiany. Żeby było to możliwe, psychoterapeuta musi zbliżyć się do pacjenta. Podejść na tyle blisko, by doświadczyć jego trudności, cierpienia, patologii. Doświadczenie to musi być realne dla pacjenta – tak, żeby był przekonany, że terapeuta go rozumie, współodczuwa i jest z nim w jego cierpieniu. Z drugiej strony psychoterapeuta musi stać twardo dwiema nogami na ziemi i nie dać się wciągnąć w patologię pacjenta, jak w czarną dziurę. Wymaga to dystansu i przytomności. Superwizja pozwala utrzymać ten dobry, terapeutyczny balans.

 

Zdarza się, że psychoterapeuta izoluje się od pacjenta, nie czuje go, nie do końca rozumie – wtedy trudno jest zbudować sojusz. Bywa też odwrotnie, gdy terapeuta zapada się razem z pacjentem w jego świat i nie potrafi wskazać drogi w kierunku zdrowienia – wtedy zazwyczaj terapia nie idzie do przodu. Przyczyny trudności po stronie psychoterapeuty są różne. Czasami wynika to z małego doświadczenia. Uprawianie psychoterapii jest jak chodzenie po linie – wymaga dobrego balansu i trzeba się go nauczyć. Bardzo często brak dobrego dystansu do pacjenta wynika z człowieczeństwa terapeuty i jego bardzo ludzkich doświadczeń. Psychoterapeuta ma mamę i tatę, jak każdy człowiek. Był kiedyś dzieckiem, uczniem, nastolatkiem. Doświadcza stresów, skrajnych emocji, czasem traum. To, co jest wspólne dla wszystkich psychoterapeutów to fakt, że wszyscy oni są ludźmi i „nic co ludzkie nie jest im obce”. Zdarza się, że historia pacjenta, którą wnosi na terapii, podobna jest do historii psychoterapeuty, coś mu przypomina z jego osobistego doświadczenia. Wtedy w terapeucie odzywają się jego własne skojarzenia, połączenia i może uruchomić się jego własna „muzyka grozy”. Istnieje ryzyko, że terapeuta się zdystansuje i zamrozi, unikając przeżywania własnych trudnych emocji. Może być też tak, że w zaślepieniu będzie realizował własny, a nie pacjenta cel terapeutyczny. Dzięki superwizji możliwy będzie powrót do roli psychoterapeuty, odnalezienie dobrego balansu między dystansem a zbliżeniem i ponowne służenie pacjentowi na drodze do zdrowienia. Doświadczonemu i dobrze wykształconemu psychoterapeucie najczęściej wystarczy takie „naprostowanie”. Staje się wtedy bardziej świadomy i uważny na własne procesy w terapii. Zdarza się jednak i tak, że wskazania posuperwizyjne są początkiem własnej terapii dla psychoterapeuty. To dopiero jest błogosławieństwo – dla psychoterapeuty i dla jego pacjentów!

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Na cokolwiek czekasz…

Czas przedświąteczny, Adwent… Czas oczekiwania, przygotowywania.

Zazwyczaj oczekiwaniu na coś ważnego towarzyszy rodzaj napięcia, wzbudzania w sobie gotowości, otwartości na zmianę, nadzieja i pełna koncentracja na tym co ma przyjść. I trwanie w ciszy.

Czas i stan bardzo potrzebny – nie tylko ludziom wierzącym. W zabieganiu i codziennych sprawach czasem trzeba się zatrzymać, zadumać, pooglądać, spojrzeć wstecz. Może zrobić bilans, poczuć, jak się mam w swoim życiu, w miejscu, w którym jestem. Jakie mam relacje z ludźmi? Dokąd zmierzam? Jakie mam cele? Co chcę zmienić w kolejnym nadchodzącym roku? Można posprzątać – w domu i w sercu, żeby w nowy rok nie wchodzić ze starym bałaganem. Można poczuć wdzięczność za to, co mam i co udało mi się osiągnąć. Można pomyśleć o ludziach wokół – tych bliskich i tych całkiem nieznanych. Czego potrzebują, jak mogę ich obdarować. Dobrze jest przynajmniej raz w roku zrobić taki remanent. Ale do tego potrzebne jest skupienie, oczekiwanie w napięciu. I cisza.

Na ulicach miast gwar, feeria kolorów, światełek. Nieustający bankiet z kiełbasą, oscypkami i grzanym winem. Jakby wszystko, na co czekamy już się wydarzyło i można było świętować.  Głośna muzyka obwieszczająca, że „Jezus malusieńki leży wśród stajenki”. Nie leży. Urodzi się 25 grudnia. Poczekajmy na niego. Dajmy mu dojrzeć w naszych głowach i sercach. Wcześniaki mają na świecie pod górkę. Jeśli to na Pana Jezusa czekasz w Adwencie. Jeśli czekasz na uważny czas ze swoimi bliskimi – popatrz na nich już dzisiaj. Jacy są, czego potrzebują, co ty możesz im dać. Dobre prezenty wymagają dobrego przemyślenia. Jeśli czekasz na zmianę w swoim życiu – pozwól, żeby w tobie dojrzała, poszukaj w sobie gotowości na nią, a potem dobrze ją zaplanuj.

 

Na cokolwiek czekasz – daj sobie czas i ciszę.

Anna Wąsik

 

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Dziecko w gabinecie psychologa. Część II

Zazwyczaj tym, co przyprowadza rodziców z dziećmi do gabinetu jest PROBLEM. Problem może dotyczyć różnych aspektów funkcjonowania: radzenia sobie z emocjami, mobilizacji do nauki, trudności z realizacją poleceń, niechęcią do jedzenia, zaburzenia rytmu dnia, nadużywania komputera, i innych. Jeśli dochodzi do wizyty, to prawdopodobnie problem jest już na tyle duży, że rodzina sama nie potrafi sobie z nim poradzić. Problem najczęściej dezorganizuje życie dziecka i jego otoczenia, rodząc kolejne trudności. Bywa, że przesłania codzienne radości, działa destrukcyjnie na relacje i samoocenę. Problem robi się jak wielka czarna dziura, która pochłania wszystko, co dobre. Przychodząc na konsultację rodzice są pochłonięci problemem. Mają przemożną potrzebę zagłębiania się w jego istotę, pokazywania jego charakteru i szczegółów. Konfrontacja z problemem i „wyłożenie” go w całości na stole w gabinecie psychologa, jest bardzo ważnym elementem terapii. Rodzice są tak przytłoczeni i zmęczeni doświadczaniem problemu, że mają potrzebę ciągle o nim mówić i skarżyć się na jego charakter. Taka jest ich aktualna perspektywa życiowa i psycholog powinien w tej perspektywie się zagłębić. Ale tylko na jakiś czas. Perspektywa problemowa koncentruje się na słabościach i porażkach, a one nie dają nadziei. W trakcie konsultacji wstępnych perspektywa rodziców powinna zmienić się z problemowej na nastawioną na zasoby i rozwiązanie. Nie jest to prosta transformacja i wymaga wsparcia psychologa.

Można zacząć od potrzeb – „czego potrzebuję jako rodzic?”, „na czym ma polegać zmiana?”, „po czym poznam, że zmiana się dokonała?”, „czego oczekuję od dziecka”, „jakich zachowań”, „jak dziecko ma się zachowywać zamiast?”, „czego potrzebuję w miejsce problemu?”

Odpowiedź na te pytania z perspektywy problemowej nie jest prosta. Bardzo często rodzice odpowiadają na nie wracając do problemu – „chcę, żeby problem zniknął”, „oczekuję, że dziecko nie będzie tak się zachowywać”. Bardzo trudno jest sformułować odpowiedź w sposób pozytywny, czyli określić swoje potrzeby, oczekiwania i cele. Są one jednak niezbędne, żeby wyglądnąć spoza problemu i zobaczyć możliwości jego rozwiązania. Z tej perspektywy można doświadczyć mocnych stron i możliwości własnych i dziecka, zobaczyć co działa i z czego mogę skorzystać. Zmiana perspektywy problemowej na nastawioną na rozwiązanie jest szczególnie trudna z rodzicami – z dziećmi idzie już znacznie lepiej. Różnica między dorosłymi a dziećmi polega na tym, że dorośli chętnie przyjmują perspektywę problemową i chętnie o niej mówią. Dzieci odwrotnie – nie lubią rozmawiać o swoich problemach, chętnie natomiast rozmawiają o swoich sukcesach i podejmują wyzwanie, by nauczyć się nowych umiejętności. Jest im oczywiście po stokroć łatwiej jeśli rodzice widzą zasoby dziecka i kibicują mu w osiąganiu sukcesu. Zmiana polega zatem na przeformułowaniu problemu na UMIEJĘTNOŚĆ, której dziecko może się nauczyć.

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in terapia dziecka, Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu, Wspieranie rozwoju dziecka, 0 comments

Dziecko w gabinecie psychologa. Część I

Jak przygotować siebie i dziecko na wizytę w gabinecie psychologa? Co może się podziać w trakcie wizyty? Jakie oczekiwania mogą zostać zrealizowane  w konsultacji lub terapii? Jakie są kompetencje psychologa, psychoterapeuty.

Zapraszam na cykl postów przygotowujących rodziców do kontaktu z psychologiem.

Dziecko do gabinetu psychologa zawsze przychodzi z rodzicami, chociaż nie zawsze to rodzice są inicjatorami wizyty. Często zdarza się, że samo dziecko widzi trudność w swoim życiu, z którą nie potrafi sobie poradzić samo albo przy wsparciu znanych dorosłych. Czasem dziecko posiada całkiem dobrą wiedzę i świadomość tego, kim jest psycholog, a czasem po prostu czuje, że potrzebna jest osoba spoza rodziny, która wesprze ją w radzeniu sobie z problemem. Bywa i tak, że przychodzą ponownie dzieci, które wcześniej były już ze mną w kontakcie i same widzą konkretną potrzebę kolejnej konsultacji. Jakkolwiek by się to nie zaczynało, rodzic jest ważnym elementem w terapii dziecka i bez niego w terapii niewiele będzie możliwe. Jaką zatem rolę ma rodzic i jak może wspierać proces terapii?

Od czego zacząć? Od kontaktu telefonicznego, bądź przez komunikator na gabinetowej stronie Facebooka. Potrzebne informacje na tym etapie to wiek i płeć dziecka oraz przyczyna zgłoszenia. Nie jest to moment na szczegółowe opisywanie problemu. Na częste pytanie „Od czego zacząć?” najlepsza jest odpowiedź – „Proszę zacząć od tego, co wydaje się najważniejsze”.

Na pierwsze spotkanie zapraszam samych rodziców bez dziecka. Dlaczego samych rodziców, skoro problem dotyczy dziecka? Duża część tego spotkania niewiele będzie miała wspólnego z samym dzieckiem i jego problemem, chociaż poruszane w nim tematy będą kluczowe w rozumieniu specyfiki dziecka. Jest to czas na rozmowę w gronie dorosłych o tym, jak rodzice spostrzegają funkcjonowanie dziecka oraz jaka jest jego historia. Trudności nie biorą się znikąd – mają swoją przyczynę. Czasem wynikają ze specyfiki układu nerwowego dziecka, często są specyficzne dla etapu w rozwoju, mogą wynikać z doświadczeń życiowych, a niejednokrotnie związane są z historią rodziny. Zebranie dokładnego wywiadu pozwala określić prawdopodobne źródło trudności i ukierunkować dalsze działania. Zbierając wywiad od rodziców psycholog zapyta o historię ich związku, czas, w jakim dziecko pojawiło się w ich rodzinie (stresy, obciążenia, poczucie satysfakcji z życia, strukturę rodziny i relacje), czy dziecko było planowane i oczekiwane, jak przebiegała ciąża i poród, rozwój w okresie noworodkowym i niemowlęcym, jakość snu i jedzenia, adaptowanie się do zmian. Przed wizytą u psychologa warto usiąść wspólnie i przypomnieć sobie wszystkie te momenty z życia rodziny – fakty i realne zdarzenia ale także klimat tego czasu i osobiste wspomnienia. Zdarza się, że przy zbieraniu wywiadu, a szczególnie tej części, która odnosi się do początku ciąży, rodzice dotykają intymnych, trudnych spraw związanych z relacjami rodzinnymi i własnymi przeżyciami, które niewiele mają wspólnego z samym dzieckiem a wiedza o nich stanowiłaby dla dziecka obciążenie. Na pierwszym spotkaniu psycholog zapyta także o obecną strukturę rodziny, relacje, styl życia, obciążenia, priorytety rodzinne i osobiste dorosłych. Może się zdarzyć, że wstępna konsultacja z rodzicami będzie wymagała dwóch spotkań.

Po zebraniu pełnego wywiadu przychodzi moment na rozmowę o przyczynie wizyty. O tym, jak przygotować się na ten etap konsultacji – w kolejnym poście. Zapraszam!

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in terapia dziecka, 0 comments

Nastolatek w terapii – od egocentryzmu do empatii.

Trudności w relacjach rówieśniczych, fobia społeczna, odmowa chodzenia do szkoły, drażliwość, agresja i zmiany nastroju, zamknięcie w świecie wirtualnym, samookaleczenia, regulacja nastroju poprzez jedzenie – skrajne ograniczanie lub objadanie się, rozregulowanie rytmu dobowego, eksperymentowanie z własnym ciałem i niepewność orientacji seksualnej.

To tylko niektóre problemy, z którymi zgłaszają się do gabinetu młodzi ludzie. Często sami nie mają silnej motywacji do terapii, trudno w nich wzbudzić nadzieję i stworzyć sojusz terapeutyczny. Niechętnie korzystają ze wsparcia dorosłych, odrzucają próby pokazania im problemu z szerszej perspektywy. Niejednokrotnie sprawiają wrażenie, jakby chcieli pozostać zanurzeni w swoim marazmie. Jednocześnie cały swoim jestestwem wołają o uwagę i obecność.

Zadanie rozwojowe przed którym stają młodzi ludzie w okresie adolescencji, to porzucić bezpieczne ale zależne dzieciństwo i wejść w świat niezależnej, wolnej, samodzielnej dorosłości. Porzucić dzieciństwo, to porzucić dziecięcy sposób myślenia i odczuwania. Dziecięcy czyli egocentryczny, w którym „ja” jest punktem odniesienia do wszystkiego, co dzieje się wokół. Jest to duży przeskok w myśleniu, który wymaga umiejętności postawienia się w roli drugiej osoby, spojrzenia na świat z jej perspektywy, współodczuwania i empatii. Koncentracja na własnej osobie jest jeszcze bardzo silna – na własnym ciele, wyglądzie, własnych potrzebach, lęku przed oceną i wykluczeniem. To stan, w którym młody człowiek nieustannie stoi przed lustrem i patrzy na swoje odbicie – kiedy jest sam i kiedy jest wśród ludzi. Ani na jedną chwilę nie potrafi zapomnieć o sobie i oddać się relacji, fascynacji, aktywności. W ten sposób pozostaje w stałej relacji z samym sobą i nie może wejść w rzeczywisty kontakt z drugim człowiekiem. Dla nastolatka, nawiązanie kontaktu z osobą dorosłą jest trudne. Tym bardziej z rówieśnikiem, który borykając się z tym samym zadaniem rozwojowym, nieustannie przegląda się w swoim zwierciadle. Wydobycie z tego rozwojowego narcyzmu możliwe jest tylko poprzez relacje z ludźmi.

Adi Nes, Israeli, born 1966

Codzienność młodych ludzi nie sprzyja budowaniu rzeczywistych relacji. Wynika to z postępu technologicznego, coraz większej samowystarczalności i promowaniu wyjątkowości. Realne kontakty zastępowane są przez kontakty wirtualne, które są zdecydowanie mniej wymagające, nie wypełniają jednak emocjonalnej pustki i pozostawiają w oceanie samotności. Jednocześnie pozbawiają niewerbalnego aspektu kontaktu – porozumienia wzrokowego, dotyku, gestów, wszystkich tych subtelnych rzeczy, które pozwalają poczuć drugiego człowieka. We współczesnym, Google’owskim świecie młody człowiek nie potrzebuje też innych ludzi, żeby się czegoś dowiedzieć i nauczyć. Uczy się sam wykorzystując Wikipedię, You Tube, studiując online. Samowystarczalność karmi nastoletni narcyzm i zaburza niezwykle ważny porządek społeczny. Nie ma potrzeby uczenia się od mistrza, nie ma możliwości zdobywania zakazanej wiedzy w relacjach rówieśniczych w tajemnicy przed dorosłymi. Młody człowiek pozostaje tragicznie samotny, zawieszony w próżni, pozbawiony sieci odniesienia w pionie (relacje z dorosłymi) i poziomie (relacje rówieśnicze). Dodatkowo, świat dorosłych zachęca go do pielęgnowania i pokazywania swojej wyjątkowości i niepowtarzalności. Nastolatek słyszy to w reklamach, widzi w programach telewizyjnych typu „Mam talent”. Jak grzyby po deszczu wyrastają szkoły śpiewu, pracownie programowania, siłownie, które wzmacniają wyjątkowość, samowystarczalność i niezdrowe współzawodnictwo. Kładziemy nacisk na indywidualność a nie wspólnotę. Żeby móc kierować grupą, trzeba najpierw być jej członkiem. Żeby zobaczyć swoją wyjątkowość, trzeba mieć porównanie do innych – doświadczyć tego w czym jestem podobny a w czym jestem inny.

Żeby kariera solowa mogła się rozwinąć, trzeba najpierw nauczyć się śpiewać w chórze.

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in adolescencja, 0 comments

Zabawa – antidotum na szkolny stres.

Zabawa jest podstawową aktywnością dziecka, która stymuluje jego rozwój we wszystkich aspektach. Jest jasne, że małe dziecko powinno się dużo bawić. Zapominamy jednak, że zabawa jest także ważnym aspektem rozwoju  dzieci szkolnych a najlepszym czasem na dawanie jej miejsca są wakacje. Czas wakacyjny dzieci, podobnie jak rok szkolny bywa jednak mocno zorganizowany, nie pozostawiając miejsca na kreatywną nudę. Dlaczego jest to tak ważne? W wakacje dzieci wchodzą obciążone bagażem szkolnym – fizycznym i poznawczym zmęczeniem, rozregulowaniem rytmu dobowego, nagromadzeniem różnych bodźców, ze stresem, ciężarem konieczności zadowolenia rodziców i sprostaniu wymaganiom, skrajnej mobilizacji, nierzadko z poczuciem porażki i niespełnienia. Samo zakończenie roku szkolnego nie wyrwie ich z tego stanu. Dzieci potrzebują czasu, żeby się zregenerować i otrzepać ze szkoły, jak pies wychodzący z morza na brzeg. Może się zdarzyć, że początek wakacji nie będzie dla nich czasem energetycznej radości ale momentem na rozleniwienie, nudę, marudzenie i taki sobie humor. Nie oczekujmy od dzieci radości, energii i chęci do rodzicielskich pomysłów. Dajmy im swobodny czas. Swobodna zabawa ma kluczowe znaczenie dla rozwoju emocjonalno – społecznego dziecka, posiada też wartość terapeutyczną. Jest dla dziecka czymś bardzo naturalnym, wypływającym z naturalnych potrzeb rozwojowych. Po ciężkim roku szkolnym to bardzo przyjemne robić coś bez wysiłku i z czystej przyjemności. Dzięki wyobraźni i wcielaniu się w role, zabawa pozwala wyjść poza własne ograniczenia. W świecie zabawy dziecko może być kim chce, doświadczać siebie jako wielkiego, wspaniałego, odważnego i pełnego mocy. W szkole musi się podporządkować, realnie oceniać swoje możliwości i ograniczenia, porównywać do innych. W zabawie dziecko może eksperymentować z różnymi zachowaniami bez konsekwencji, podejmować ryzyko w bezpiecznych warunkach. W szkole musi się liczyć z konsekwencjami, hamować reakcje, dopasowując je do kontekstu społecznego. Kojący i terapeutyczny wpływ zabawy wiąże się też z możliwością odreagowania trudnych emocji, wyrzucenia na zewnątrz napięć, których dużą część generuje szkoła. Nauka szkolna koncentruje się na tym, czego dziecko nie umie a powinno się nauczyć, zabawa koncentruje się na zasobach i możliwościach dziecka. Nieskrępowany czas wakacyjny, szczególnie na początku wakacji może być zatem świetnym antidotum na szkolny bagaż.

Jest też dobra wiadomość dla ambitnych rodziców, którzy chcą wykorzystać wakacyjny czas na stymulację rozwoju dziecka. Zabawa posiada wartość poznawczą i ma silny związek z samoregulacją, która jest najlepszym predyktorem osiągnięć w życiu dorosłym. Istotną rolę pełnią tutaj ciekawość, entuzjazm i chłonny, nieskrępowany umysł – cechy, których często brakuje w nauce szkolnej. Warunkiem jest, żeby zabawa była autentyczna i inicjowana przez dziecko, a nie organizowana przez dorosłych. Dzieci angażują się wtedy w budowanie strategii, które tę zabawę podtrzymują. Doświadczają siebie jako organizatorów, zarządzających i kreujących rzeczywistość. Biorą odpowiedzialność za czynności w zabawie i ponoszą ich konsekwencje. A przecież o to najbardziej chodzi dorosłym – żeby dzieci umiały zarządzać czasem i brały odpowiedzialność za swoje obowiązki. Oczywiście w trakcie zabawy bywa, że dzieci doświadczają frustracji i trudnych problemów, z którymi nie potrafią sobie same poradzić. Jest to być może miejsce na wsparcie dorosłego – musi ono jednak być dyskretne i z wyczuciem. Jeśli dorosły zbyt wcześnie zainterweniuje, ograniczy zdolność do samodzielnego rozwiązywania konfliktów i logicznego myślenia, może również zaburzyć poczucie własnej wartości i pewności siebie płynącej z samoregulacji. Badania pokazują, że dzieci, które się bawią, w porównaniu do dzieci, które z różnych względów tego nie robią, osiągają wyższe wyniki w testach zdolności umysłowych, kontroli impulsów, spójności opowiadanych historii oraz zdolności do empatyzowania z innymi (Berk, Mann i Ogan, 2006 r.).

Po prostu – nie wtrącajmy się za bardzo!

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Wspieranie rozwoju dziecka, 0 comments

Od trudności do umiejętności.

Do gabinetu psychologa dzieci rzadko przychodzą same. Chociaż zdarza się, że przychodzą z własnej inicjatywy. Wtedy sprawa jest prosta – dziecko wie, co mu dolega, w czym potrzebuje pomocy i jak chciałoby zmienić swoją codzienność. Zazwyczaj składa konkretne zlecenie – „Chcę, żeby pomogła mi pani…” albo „Chcę lepiej sobie radzić z…” Dziecko zna rozwiązanie, ukierunkowane jest na przyszłość, potrzebuje w tym jednak pomocy. Problem zazwyczaj pojawia się, kiedy zleceniodawcą jest rodzic. Rodzice przychodzą z PROBLEMEM – „Moje dziecko jest zbyt wrażliwe”, „Mój syn mnie nie słucha”, „Moja córka mnie okłamuje”. Najpierw słucham, potem trochę dopytuję. A historia zaczyna się rozwijać w kierunku „z czym moje dziecko sobie nie radzi” i zazwyczaj „w czym ja, rodzic zawiniłem i co zrobiłem źle, że tak jest”. Na końcu rozmowy wszyscy jesteśmy przygnębieni i przytłoczeni ogromem spraw, które źle się toczą i które trzeba naprawić. Z takiej perspektywy bardzo trudno wprowadzać zmiany i trudno jest wzbudzać nadzieję. A gdyby tak na problem dziecka spojrzeć inaczej?

Dzieci łatwo zniechęcają się swoimi PORAŻKAMI, nie mają motywacji do zajmowania się PROBLEMAMI, na TRUDNOŚĆ reagują naturalnym oporem. Im młodsze dziecko, tym bardziej tak ma. Dzieci łatwo też wpadają w poczucie winy, które nie daje siły do zmiany, tylko utrzymuje w niemożności. Z drugiej strony, dzieci chętnie UCZĄ SIĘ czegoś nowego, zdobywają nowe UMIEJĘTNOŚCI. Wystarczy TRUDNOŚĆ ZAMIENIĆ W UMIEJĘTNOŚĆ. Tylko jak to zrobić? Kluczowe jest tutaj pytanie – „Co moje dziecko może robić w zamian?” Jeśli spostrzegam dziecko jako zbyt wrażliwe, to jak wyobrażam sobie zachowanie dziecka, kiedy już sobie z tym poradzi. Mniej wrażliwe, czyli jakie? Zazwyczaj pod problemem, z którym przychodzi rodzic kryje się wiele oczekiwań i wiele rozwiązań. Na początek warto skupić się na jednym. Jeśli problem trwa od dłuższego czasu i powoduje duże napięcie w rodzinie, proponuję, by zająć się tym, co wydaje się najłatwiejsze do zmiany. Może tak być, że dziecko bardzo potrzebuje sukcesu i ważne jest, by mogło go doświadczyć. Wypracowanie takiego podejścia z rodzicem, który nastawiony jest na problem, nie jest łatwe. Tym bardziej, nie jest łatwe przekonanie dziecka, że da sobie radę. Podejście skoncentrowane wokół problemu, które w rodzinie trwa od dłuższego czasu, zanim dziecko trafi do psychologa, powoduje utknięcie i ogromną trudność z przyjęciem innej perspektywy. Nie służy to pozytywnej zmianie i zdrowieniu dziecka. Proponuję wtedy, żeby przyjrzeć się temu, co dziecko potrafi, czego udało mu się nauczyć, w czym jest dobre, jakie ma sukcesy. Na początku idzie to opornie – nastawienie na problem ogranicza spostrzeganie umiejętności. Z czasem jednak rodzice sami zaczynają nakręcać się i odnajdywać zasoby swojego dziecka.

„No jest wrażliwa, ale jak coś się dzieje jej siostrzyczce, to walczy o nią jak lew. Jest odważna, kiedy trzeba komuś pomóc. Potrafi wczuwać się w nastroje innych i zgadywać ich potrzeby. Jest bardzo pomocna w domu – potrafi posprzątać, pomóc w kuchni. I, jak się zapomni, to świetnie jeździ na rowerze. Jest bardzo lubiana przez rówieśników w szkole, bo nie wchodzi w konflikty. Potrafi załatwić każdą klasową sprawę…” i tak dalej i tak dalej… U rodziców zmienia się perspektywa – jeśli nasze dziecko tyle potrafi, to z pewnością poradzi sobie i z tym. Problem maleje w towarzystwie tak wielu zasobów. Przeprowadzenie takiej interwencji z rodzicami to ¾ sukcesu. Dlatego na pierwsze spotkanie w sprawie dziecka zapraszam samych rodziców. Mamy wtedy swobodny czas, żeby zmienić perspektywę z problemu na umiejętności.

A twoje dziecko – co potrafi, w czym jest dobre?Stanisław Wyspiański

Posted by Anna Wąsik in Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu, 0 comments