Anna Wąsik

Duchy z dziecięcego pokoju.

 

Kwiat lotosu zapuszcza swoje korzenie głęboko pod wodą, w mule. Ziarenko kiełkuje żywiąc się tym, co wydaje się odpadkami i brudem opadłym na dno jeziora. Następnie przebija się przez wodę i na jej powierzchni tworzy nieskazitelny, piękny kwiat, symbol doskonałości i odrodzenia.

Tak, jak lotos nie mógłby rozkwitnąć bez swojego początku w brudzie i błocie, tak prawdziwe człowieczeństwo i rozwój osobisty nie może istnieć bez trudu, mozołu i cierpienia. Nasiono – potencjał czegoś pięknego, tkwi uśpione pod mułem naszego jeziora. Może tam przeleżeć zapomniane i ignorowane przez resztę życia. Błoto to symbol naszej ciemnej strony – wszystkich trudnych, kłopotliwych emocji jak: gniew, pożądanie, zazdrość, lęk, przerażenie. Zwykle chcemy się ich pozbyć lub je zmienić, ale nie jest to łatwe, gdyż te wzorce emocjonalne są częścią naszego
rozwiniętego umysłu i są w nas głęboko zakorzenione na skutek gatunkowej walki o przeżycie i instynktu prokreacji. Jezioro symbolizuje głębię naszej duszy, a jego powierzchnia to granica między naszym nieświadomym doświadczeniem a świadomym życiem.  Podobnie jest z rodzicielstwem – jednym z najpiękniejszych i najtrudniejszych zarazem aspektów samorealizacji człowieka.

Psychologia rozwoju człowieka w toku jego życia, tzw. psychologia „life span” zakłada, że rozwój nie kończy się z momentem osiągnięcia dojrzałości fizjologicznej. Człowiek staje wobec coraz to nowych wyzwań, kryzysów rozwojowych, dylematów, które prowadzą go do większej integralności. W koncepcji Erika Eriksona, wartości wykształcone we wcześniejszych etapach rozwoju, takie, jak: nadzieja, wola, stanowczość, kompetencja, angażowanie się w zadania i miłość, w okresie średniej dorosłości prowadzą do realizacji potrzeby produktywności, która wyraża się w trosce o innych. Część ludzi realizuje ją poprzez rodzicielstwo. W czas rodzicielstwa wchodzimy wyposażeni w cnoty z poprzednich stadiów rozwojowych. Doświadczenie nie zawsze jednak przynosi nam zasoby – czasami staje się dla nas obciążeniem i utrudnia realizację kolejnych zadań. W początkowych etapach rozwoju jesteśmy uzależnieni od jakości opieki oraz naszej relacji z opiekunem. Z różnych względów może ona być niewystarczająca i utrudniać dziecku rozwój, zamiast go wspierać. Można powiedzieć, że zawsze możemy coś zarzucić swoim rodzicom: zbytnie pochłonięcie pracą, obowiązkami domowymi, brak kontroli nad agresją, uzależnienia, oziębłość, lub emocjonalną niedostępność, czy też nadmierną lękowość. Każdy z pewnością znajdzie „kamień”, którym może rzucić w swojego rodzica, mówiąc mu „to twoja wina”. Stopniowo jednak uzyskujemy coraz więcej autonomii i po pokonaniu kryzysu tożsamościowego w okresie dorastania, jesteśmy w stanie samodzielnie sterować naszym rozwojem. Uzyskujemy za niego odpowiedzialność. I tutaj pojawiają się pytania:

„Czy można być dobrym rodzicem, jeśli jako dziecko nie zaznało się dobrej relacji ze swoimi rodzicami?”

„Czy można poradzić sobie z nierozwiązanymi zadaniami rozwojowymi z dzieciństwa?”

„Czy można nadrobić to, co wydaje się stracone?”

Odpowiedź na te pytania musi być pozytywna. W innym wypadku nie byłby możliwy dalszy rozwój, zarówno w wymiarze ontogenetycznym, jak i filogenetycznym. Każdy z nas zna te deklaracje wypowiadane najczęściej w młodym wieku:

„Nie będę, jak moja matka!”

„Nie chcę być, jak mój ojciec!”

Pokonywanie własnych zranień i ograniczeń, leczenie traumy transgeneracyjnej, nie tylko jest możliwe ale także konieczne, żeby na poziomie własnego pokolenia zatrzymać to błędne koło.

Istnieją też deklaracje rodziców:

„Chcę, żebyś miał lepsze życie niż ja!”

„Chcę, żebyś była szczęśliwsza ode mnie!”

I z doświadczenia wiem, że są one bardzo prawdziwe. Rodzice dobrze życzą swoim dzieciom, nawet jeśli nie są najlepszymi opiekunami.

Dzieci obarczone są ryzykiem stania się „pojemnikiem” na nieprzerobione trudności rodziców z okresu ich dzieciństwa. Moment pojawienia się dziecka w rodzinie przywołuje reprezentację własnej wczesnej relacji rodzice – dziecko. Lęk i niepokój opiekuna wynikający z funkcji rodzicielskiej sprawia, że jest on szczególnie otwarty na kwestie związane z własnym dzieciństwem. Jest to moment, gdy otwierają się drzwi dla „duchów z dziecięcego pokoju.” I najbardziej właściwy czas, by się z tymi duchami rozprawić.

Trudności w relacji z dzieckiem będą się uaktywniać w momentach, w których specyfika problemów rozwojowych dziecka dotykać będzie przeszłych, nierozwiązanych konfliktów rodzica.

Jeśli rodzic nie był dobrze zaopiekowany we wczesnym okresie swojego życia, jeśli reakcja na jego podstawowe potrzeby: nakarmienia, przytulenia, opieki nie zawszy były zabezpieczane, najprawdopodobniej będzie mu trudno w kontakcie z bezbronnością własnego niemowlęcia. Przyczyny trudności zafiksowanych w tym okresie, nie muszą wynikać z zaniedbań rodzicielskich. Mogą być związane z fizyczną lub emocjonalną nieobecnością związaną z chorobą, pobytem w szpitalu, czy depresją. Mogą wynikać także z wcześniactwa, czy pobytu w inkubatorze. Pojawienie się w rodzinie małego dziecka jest szczególnym momentem. Z pewnością zaburza dotychczasowy porządek i wymusza zbudowanie nowego. Jest to moment szczególnej wrażliwości rodziny: z jednej strony dużej podatności na dobrą zmianę, z drugiej jednak dużej wrażliwości. Opieka nad małym dzieckiem – osobą skrajnie zależną i nieporadną, uaktywnia w rodzicach ich osobiste doświadczenia dotyczące słabości, zależności i braku kontroli. Jeśli w toku doświadczenia życiowego rodziców jako dzieci, nie było zgody na słabość i zależność, a podstawowe potrzeby były zagrożone, słabość i nieporadność ich dziecka skonfrontuje ich z własnymi emocjami. Słabość niemowlęcia napotka na dziecięcą słabość rodziców. Niemowlę i rodzice będą się nawzajem wzmacniać w trudnych emocjach związanych z doświadczaniem zależności – lęku i złości.

Zdarza się, że trudności rodzicielskie ujawniają się szczególnie w okresie treningu czystości, kiedy dziecko manifestuje swoją niezależność i bunt. Jeśli w tym okresie rodzic będąc dzieckiem był karcony, zawstydzany lub karany za przejawy niezależności, prawdopodobnie trudno mu będzie przyjąć niezależność swojego dziecka. Będzie się ona przejawiać w codziennej walce o to, kto będzie górą. Dziecko za wszelką cenę będzie chciało podkreślić swoje niezależne jestestwo – „Nie jestem tobą!” Będzie się to wyrażać poprzez wymuszanie, krzyk, zachowania, które rodzice często nazywają histerią. Wszyscy znamy przedszkolaka, który rzuca się na podłogę, odmawia współpracy, sabotuje poranne wyjścia z domu, uparcie załatwia grubszą sprawę za fotelem. Jeśli rodzic, wiedziony własnym bolesnym doświadczeniem z tego okresu, potraktuje te zachowania jako zachętę do walki o dominację i ją podejmie, wzmocni tylko zagubienie dziecka i własne, nakręcając spiralę agresji i wstydu.

Kolejny trudny dla rodziców czas to okres edypalny, w którym rodzic i dziecko spotykają się ze swoją genitalną seksualnością. Dziecko eksploruje swoje ciało, cieszy się nim, bada. Ucieleśnia swoje emocje i doświadczenia. Uczy się intymności z samym sobą po to, by umieć ją dzielić z innymi. Testuje też swoich rodziców, zachęcając ich do wejścia w trójkąt. Buduje sojusze (najczęściej z rodzicem przeciwnej płci) i tworzy wyimaginowanych wrogów (zazwyczaj z rodzicem tej samej płci). Jest to już wyższy poziom gry i pojawiają się bardziej złożone emocje, takie, jak: zazdrość, czy zawiść. Wszystko to jednak dzieje się „na niby”, jest zabawą, testowaniem, pewną grą, która dzieje się w rodzinie. To trudne wyzwanie dla rodzica, który ma problem z własnym ciałem, seksualnością, impulsywnością i spontaniczną częścią. Może tę zabawę potraktować zbyt poważnie. I tu możliwe są dwie reakcje: odpowiedź dorosłego seksualnością dorosłą, na seksualność dziecięcą, co bliskie jest nadużyciu i uwiedzeniu, albo brak odpowiedzi, dystans, oziębłość, ignorowanie. Jakkolwiek to się potoczy, zablokuje w dziecku tę część, która związana jest z samoakceptacją i zaufaniem własnemu ciału.

I wreszcie czas dorastania, który mieści w sobie wszystkie kryzysy poprzednich okresów. W kontakcie z nastolatkiem, rodzic narażony jest na kontakt z własną kruchością, bezradnością i zależnością, jednocześnie ogromną potrzebą autonomii i niezależności – potrzebami, które wzajemnie się wykluczają i którym nie jest łatwo dogodzić. „Nienawidzę cię! Nie odchodź!” Ten, kto dobrze ma w pamięci czas własnego dojrzewania lub ma kontakt z nastolatkami, wie, o czym mowa.

 

A jak to wszystko się zaczyna? Często w gabinecie pedagoga szkolnego, psychologa lub psychoterapeuty. Kiedy rodzic przyprowadza swoje dziecko z objawami: niepokoju, zaburzeń snu, zaburzeń odżywiania, trudności w wypróżnianiem, napadami lęku, depresją, samookaleczeniami, natręctwami, itd. Objawy te najczęściej są przejawem walki dziecka o normalność, o swoją niezależność i rozwój.

A jak to się może skończyć? Terapia dziecka to tylko jeden aspekt – nie zawsze zresztą konieczny. Im młodsze dziecko, tym większa rola rodziców w procesie jego zdrowienia. Jeśli znajdzie się osoba, która będzie mogła zaopiekować się emocjami i potrzebami rodzica, rodzic będzie w stanie zaopiekować się emocjami i potrzebami dziecka. Czasem wystarczy refleksja i odwaga do przywołania trudnych wspomnień z życzliwą osobą obok. Czasem potrzebna jest terapia. A z całą pewnością przyda się życzliwość, współczucie i świadomy kontakt z samym sobą.

„Jeśli ktoś usłyszy płacz matki, wtedy ona sama jest w stanie utulić swoje dziecko”  Selma Freiberg

Posted by Anna Wąsik in rodzicielstwo, rodzina, terapia dziecka, Wspieranie rozwoju dziecka, wychowanie, 0 comments

„Jestem z Ciebie dumny!” – jak wspierać dzieci w okresie pandemii.

Lato ucieka, wielkimi krokami zbliża się rok szkolny. Co roku o tej porze dzielę się z rodzicami pomysłami na to, jak przygotować dzieci do powrotu do szkoły, jak wpierać ich adaptację, szczególnie do przedszkola i pierwszej klasy. W tym roku nie wiem, co napisać…

Przed nami same niewiadome. Trudno zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa i wyposażyć w uspokajającą wiedzę, kiedy my sami – dorośli, tej wiedzy nie mamy, a z poczuciem bezpieczeństwa też pewnie jest różnie.

Dorośli na różne sposoby radzą sobie z poczuciem zagrożenia i niepewności. Jedni się zamartwiają, inni zwiększają zabiegi opiekuńcze i rzucają się w wir działań, jeszcze inni popadają w apatię czy złość. I to jest w porządku – każdy z nas ma swój indywidualny sposób reagowania na trudności, zgodny z naszym temperamentem i naszą historią. Ważne, by mieć świadomość swoich reakcji i mieć nad nimi kontrolę na tyle, by nasze – dorosłe zachowania nie obciążały dzieci.

Co możemy zrobić, jak przygotować siebie i jak wspierać dzieci w tym szczególnym czasie?

Myślę, że trzeba sięgnąć do tego, co dobrze znane i zawsze aktualne:

 

Dbaj o siebie. O swój dobrostan, o dobry czas, wewnętrzny spokój, równowagę w pracy i odpoczynku, balans między byciem dla innych a byciem dla siebie. Zdobywaj potrzebną ci wiedzę, która daje poczucie bezpieczeństwa i sprawczość, szukaj wsparcia u osób życzliwych, nabywaj nowych kompetencji.

Zapraszam wszystkich rodziców, którzy mają potrzebę wzmocnienia własnych kompetencji, mądrego wsparcia swoich dzieci, nabycia nowych kompetencji i narzędzi wychowawczych, a przede wszystkim zadbania o siebie, na grupowe zajęcia „Jestem z Ciebie dumny!” Zajęcia mają charakter warsztatowy i odbywać się będą w formie online na platformie Zoom raz w tygodniu. Program obejmuje 5 spotkań. Możliwa jest także kontynuacja spotkań online, jeśli taka będzie potrzeba grupy. Zajęcia wzbogacone będą przez praktyki uważności. Czas pandemii pozwolił mi na doświadczenie spotkań terapeutycznych i szkoleniowych w formie online – zarówno w charakterze uczestnika, jak i osoby prowadzącej. I jest to dla mnie dużym zaskoczeniem, jak głębokie relacje, więzi i treści może wnieść taka forma.

Jedyne o co musisz zadbać, to spokojne miejsce i czas! Ale przecież to każdy rodzic powinien umieć, jeśli chce dobrze służyć swoim dzieciom. To będzie dobra zaprawa w dbaniu o siebie!

Zapraszam serdecznie!

Szczegóły wkrótce, a poniżej opis programu „Jestem z Ciebie dumny!”

Warsztaty dla rodziców „Jestem z Ciebie dumny”.

Warsztaty „Jestem z Ciebie dumny” wywodzą się z filozofii Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniu i odnoszą się do 15 kroków metody Kids Skills Bena Furmana. Mogą być prowadzone niezależnie lub w połączeniu z pracą nad trudnością dziecka programem „Dam radę”. Skierowany jest dla rodziców, opiekunów i wychowawców dzieci w wieku 7 -11 lat. Na warsztaty składa się pięć 2-godzinnych sesji. Sesja I koncentruje się na przeformułowaniu trudności dziecka na jego umiejętności i zasoby oraz możliwości wzmacniania  przez adekwatne komplementowanie. Na sesji II rodzice poznają swoje możliwości wpływania na dziecko i wzmacniania jego motywacji do zmiany. Sesja III nakierowana jest na budowanie sieci współpracy osób dorosłych, mających wpływ na wychowanie. Kolejne spotkanie pozwala przyjrzeć się bliżej zachowaniu dziecka, które rodzice spostrzegają jako trudne i możliwościom jego zmiany. Sesja V w 6 krokach uczy brania odpowiedzialności za swoje działania i wspierania dzieci w tym trudnym zadaniu. Cykl spotkań pozwala nabyć praktyczne umiejętności wspierania rozwoju dzieci, budowania ich pozytywnej samooceny oraz pokonywania trudności emocjonalnych i behawioralnych. Spotkania mają charakter warsztatowy i obejmują takie techniki, jak:

  • „Magiczna trójka”, czyli – jak doceniać dzieci, aby zachęcać je do dalszej zmiany?
  • „Dłoń narzekania vs. dłoń życzeń” czyli – jak wpływać na pozytywną zmianę zachowania?
  • Jak wzmacniać współpracę dzieci i rodziców?
  • „Program Dam Radę” w praktyce rodzicielskiej i wychowawczej, czyli – jak pomagać dzieciom rozwiązywać problemy?
  • „Kroki do odpowiedzialności”, czylijak reagować na niepożądane zachowania dziecka?
Posted by Anna Wąsik in Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu, Wspieranie rozwoju dziecka, wychowanie

Pandemiczne relacje

W życia wędrówce, w połowie czasu,

Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,

W głębi ciemnego znalazłem się lasu.”

Dante Alighieri

 

Ostatnie pół roku wywróciło świat do góry nogami. Pandemia ma się dobrze, wirus na dobre zadomowił się w świecie, a ludzie rozpaczliwie i uparcie starają się przywrócić dawny porządek.

Pytanie, czy powrót do świata sprzed pandemii w ogóle jest możliwy?

I nie jest to pytanie rozpaczliwe, naznaczone żalem i stratą. Jest to bardziej pytanie o to, czy nie jest to przypadkiem najwyższy czas, żeby pewne aspekty życia, do którego przywykliśmy, porzucić lub zmienić?

Myślę o tym przede wszystkim w obszarze dbania o siebie samych oraz budowania relacji z innymi.

Czas lockdownu brutalnie skonfrontował każdego z nas z sobą samym. Pozbawieni wielu aktywności, które zajmowały nam myśli i czas, mieliśmy okazję do spotkania ze sobą. Z naszymi zasobami i słabościami, z naszymi emocjami i nastrojami, wartościami i celami. Był to czas odpowiedzi na pytania:

  • Kim jestem?
  • Jaki jestem?
  • Dokąd zmierzam?
  • Co jest dla mnie ważne?
  • Czego potrzebuję, żeby czuć się szczęśliwym?

Pytania te pojawiały się zapewne także w kontekście relacji z innymi:

  • Jaką jestem żoną/partnerką?
  • Jakim jestem mężem/partnerem?
  • Jakim jestem dzieckiem dla moich rodziców?
  • Jaką jestem siostrą/bratem?
  • Jakim jestem przyjacielem?
  • Jakim jestem rodzicem – mamą i tatą?
  • Czy ważne jest dla mnie bezpieczeństwo i zdrowie moje?
  • Czy ważne jest dla mnie bezpieczeństwo i zdrowie innych, z którymi się spotykam?

To, jak odpowiadamy sobie codziennie na te pytania, warunkuje nasze emocje, działania i relacje. Także to, jak NIE odpowiadamy sobie na nie, jak ich unikamy, ma znaczenie – są to bowiem pytania, które mogą rodzić bolesne refleksje i chęć ich zlekceważenia.

Kiedy spotykam się z osobami, które przeszły zakażenie wirusem COVID – 19, słyszę, że najtrudniejszym do zniesienia objawem nie były dolegliwości fizyczne, ale poczucie utraty kontroli, skrajnej bezradności, obniżonego nastroju i poczucie utraty bezpieczeństwa. Coraz więcej mówi się o psychologicznych konsekwencjach choroby. Doświadczenie pandemii koronawirusa konfrontuje nas z naszą słabością – tą fizyczną i tą emocjonalną. Rozbraja poczucie wszechmocy, kontroli nad życiem i światem, boleśnie dotyka naszego narcyzmu.

To, czy sobie z tym poradzimy, zależy od tego czy w spowolnionym przez pandemię świecie pozwolimy sobie usłyszeć te ważne pytania dotyczące samych siebie i naszych relacji i czy podejmiemy trud odpowiedzi na nie.

Nawet jeśli oznacza to porzucenie bezpiecznej, znanej drogi

.

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Jak wychowywać dzieci? (bajka chińska)

Pewnego dnia do mistrza przyszli zatroskani rodzice. Mają sześcioro dzieci: trzy córki i trzech synów, i ogarnia ich coraz większy strach, czy będą w stanie wychować ich na porządnych ludzi, którzy poradziliby sobie w życiu.

Jakie przekazać im wartości? Jak postępować? Jak kształcić?

– Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi – powiedział mistrz. – Każde z waszych dzieci wymaga innego postępowania. To, co mogę wam poradzić, to kierować się w swoich relacjach z nimi kilkoma zasadami. Przede wszystkim powinniście pamiętać, że dzieciom możecie dać, tak naprawdę, tylko dwie rzeczy: korzenie i skrzydła. Korzenie to dom, rodzina i tradycja; opieka i pomoc; poszanowanie starszych, prawość i uczciwość w najdrobniejszych sprawach; ład i porządek moralny. Korzenie dadzą dobre umocowanie, podstawy i dobre wybicie do lotu. Dadzą też pewne lądowanie i świadomość, że zawsze jest takie miejsce, gdzie można bezpiecznie spocząć. Skrzydła zaś to otwartość na świat, wielkie horyzonty i zachęty do latania. To pokazanie, że w życiu jest dla każdego miejsce na jego lot, że cokolwiek się robi, można to robić wspaniale, być w tym wielkim. Warto rozwinąć skrzydła.

 

-To piękne, co mówisz – powiedział ojciec – ale wokół nas jest wiele rodzin, które starają się postępować zgodnie z tą zasadą, a ich dzieci, mające korzenie i skrzydła, wcale nie chcą latać. Jak postępować, aby chciały je rozwinąć i latać? Przecież nie mogę tego zrobić za nie!

-Dobrze powiedziałeś – odparł mistrz. – Nie rozwiniesz za nie skrzydeł i nie polecisz. Najwięcej błędów rodziców polega właśnie na tym, że chcą to robić za własne dzieci: wybrać najlepsze miejsce do startu, zapoznać z listą zagrożeń, uchronić przed upadkiem i poranieniem skrzydeł. Relacje między wami a dziećmi powinny być takie jak między łukiem i strzałą. Łuk i cięciwa to ojciec i matka, strzała to dziecko. Strzała trafia do celu i cieszy się, że go osiągnęła. Im cel był odleglejszy, tym większa satysfakcja. Ale kto napiął łuk? Kto wymierzył? Kto uwzględni! wiejący boczny wiatr? Strzała trafiła i się cieszy. Nie pamięta, skąd wyleciała. To dobrze. Ale powiedzcie mi, kto pójdzie po nagrodę? Na ko­go spłynie splendor: na strzałę czy łucznika? Jednak każdy dobry łucznik wie, że aby strzała trafiła do celu, musi być spełniony najważniejszy warunek.

-Musi być określony cel – przerwała matka.

-Tak, ale strzała nie trafi – odparł mistrz.

-Trzeba napiąć łuk.

-Tak, ale nie trafi.

-Trzeba odpowiednio przygotować strzałę.

-Tak, ale nie trafi.

-Trzeba dokładnie wycelować.

-Tak, ale nie trafi.

Rodzice wymieniali jeszcze kilkanaście różnych warunków, a mistrz z coraz większym rozbawieniem odpowiadał swoje „nie trafi”. W końcu, gdy rodzice byli już zupełnie zrezygnowani, rzekł:

– Strzała musi opuścić łuk i cięciwę. Trzeba ją wypuścić! Rozumiecie?

Rodzice roześmieli się wraz z mistrzem.

-Masz rację. Jakie to proste. Ale w swojej rodzicielskiej miłości chcielibyśmy mieć ich blisko siebie – powiedziała matka.

-Ich czy ich serca? – przerwał mistrz.

Po dłuższej chwili milczenia i zadumy matka odpowiedziała:

– Ich serca, aby były cały czas z nami.

-Aby wasze serca mogły być blisko, wasze domy muszą stać bardzo daleko – rzekł mistrz. – I jeszcze jedno: jesteście dobrymi, troskliwymi rodzicami. Kochacie swoje dzieci. Już to, że zdajecie sobie takie pytania, o tym świadczy. Niech tak będzie zawsze. Aby tak było, nie będą potrzebne wam te zasady, tylko miłość.

„Bajki chińskie czyli 108 opowieści dziwnej treści dla dorosłych”, Zbigniew Królicki, Wydawnictwo Ravi, 2009

Posted by Anna Wąsik in rodzina, Wspieranie rozwoju dziecka, wychowanie, zdrowie psychiczne, 0 comments

Jak pandemia zmienia psychoterapię.

Mając 20 lat praktyki psychoterapeutycznej, całościowy kurs psychoterapii i mnogość pomniejszych szkoleń w tym obszarze, pozostając stale w superwizji, byłam przekonana, że wiem, jak to się robi. Jak uprawiać psychoterapię. Czułam się dość pewnie z wiedzą, doświadczeniem, narzędziami, technikami i głębokim przekonaniem, co działa. Ostatnie dwa miesiące wstrząsnęły moim psychoterapeutycznym umysłem. Po doświadczeniu dezorganizacji, wątpliwości, poczucia, że „nic nie wiem”, stopniowo zaczęło pojawiać się poczucie spokoju, kompetencji i otwartość na nowe. Doświadczenie różnych dylematów, wymusiło poszukiwanie odpowiedzi na nie.

 

Co się zmieniło?

Psychoterapia online pozostanie z nami na dłużej, a może i na zawsze. Nie tylko, jako awaryjny sposób na kontynuowanie przerwanych w sposób nienaturalny procesów, ale jako dopuszczalna praktyka, równorzędna do terapii bezpośredniej. Przekonało mnie do tego osobiste doświadczenie oraz opinie pacjentów. Zdarza się tak, że w psychoterapii zdalnej możliwa jest intymność, o którą trudno w kontakcie osobistym. Przypomina mi to stare „kozetkowe” czasy, kiedy pacjent nie miał kontaktu wzrokowego z psychoterapeutą, co pozwalało mu wejść w głębszy kontakt z samym sobą. Zdarza się, że pacjent prosi mnie o sesję bez włączonej kamery.  Zdarza się, że słyszę „dawno to chciałem powiedzieć, ale w gabinecie było trudno”. Doświadczenie głębszej, bardzo poruszającej pracy terapeutycznej jest obecnie częstym moim doświadczeniem. I dotyczy zarówno osób dorosłych, jak i młodzieży. Taki kontakt jest możliwy oczywiście tylko w silnym sojuszu terapeutycznym i zaufaniu. I dotyczy raczej pacjentów, którzy już wcześniej korzystali z kontaktu osobistego.

Czy możliwe jest nawiązanie silnej, terapeutycznej relacji wyłącznie w kontakcie online? Tego jeszcze nie wiem.

Dzięki terapii online, pacjent i terapeuta doświadczają siebie w nowej rzeczywistości. Są pacjenci, którzy bardzo chronią swój domowy świat i prowadzą sesję na tle pustej ściany, a w pomieszczeniu nic się nie dzieje. Wielu jednak pacjentów chętnie dzieli się swoją rzeczywistością – pokazuje mi swój świat, ważne miejsca, przedmioty. „Nareszcie mogę pani pokazać, jak wygląda mój pokój”. Nieodłącznym elementem „krajobrazu” terapeutycznego stają się zwierzęta, które w nosie mają autorytet psychoterapeuty i tajemnicę psychoterapii. Także ze strony terapeuty wydarzają się czasem niespodziewane sytuacje, które urealniają jego osobę. To wprowadza zdrowy dystans do procesu terapeutycznego i samego siebie.

Psychoterapia korzysta też na możliwościach technicznych platform komunikacyjnych. Dzieją się rzeczy, które niemożliwe są w gabinecie. Pacjent w czasie rzeczywistym może udostępnić mi swój rysunek, zdjęcie, coś, co go porusza. Razem możemy się temu przyglądnąć. Wspólnie możemy wyszukać jakąś informację, która na ten moment wydaje się ważna. Możemy nawet zagrać w grę. Młodzi ludzie chętnie pokazują mi swój wirtualny świat, rzeczy, które tworzą na komputerze. To wspólne dzielenie uwagi jest niezwykle intymne i ważne.

I jeszcze coś, z czym na początku było mi bardzo trudno, a teraz przyjmuję to ze spokojem, a nawet ulgą. Nie wszystko zależy ode mnie. Czasem jest słaby Internet – i to nie koniecznie po mojej stronie. Czasem zawodzi sprzęt. Dużą część odpowiedzialności za jakość kontaktu przejmuje pacjent – sam musi zadbać o intymne, odosobnione miejsce, o swoje potrzeby, wygodę. Musi pomyśleć o sobie. Jest to bardzo terapeutyczne doświadczenie – zadbać samemu o siebie, choćby w tak małym wycinku, jak miejsce i czas na psychoterapię. Mogę to oddać w ręce pacjenta, a on może  to wziąć.

Kiedy to się skończy?

Zmiana ma to do siebie, że nic już potem nie jest jak dawniej. Może być lepiej.

Posted by Anna Wąsik in terapia online, 0 comments

Dylematy psychoterapeuty online.

To już 1,5 miesiąca od kiedy wirus panoszy się w naszym życiu. Zmienia codzienność, weekendy i dni świąteczne w pogardzie mając zwyczaje, rytuały i to, co się należy. Wtargnął do naszych domów, miejsc pracy, sklepów, parków, szkół i przedszkoli, miejsc kultu. W lesie tylko podobno go nie ma, ale tam za to hula susza. Wirus zawładnął też psychoterapią i sukcesywnie, podstępnie ją zmienia.

Kiedy to wszystko dla mnie się zaczęło, a lekki smrodek wirusa wyczułam już na początku marca, zmiany nie mieściły mi się w głowie. To, co było trudne na początku, to brak podania ręki, brak bliskiego kontaktu z dziećmi w zabawie, koncentracja na dystansie, odkażanie klamek, poręczy. Ostrożność, podejrzliwość i dystans wkradły się do gabinetu. A jak wiadomo, nie jest to coś, co psychoterapii służy.

Potem konieczność zawieszenia sesji w gabinecie. W założeniu na tydzień, potem na dwa tygodnie, kolejne dwa, po Świętach, teraz do końca kwietnia. Z dużym zaznaczeniem na „czasowe”. Z jasnym przekonaniem wpajanym od lat i wypracowanym od lat, że psychoterapia online nie może się udać i jest rozwiązaniem tylko w wyjątkowych sytuacjach. Uznałam „wyjątkowość” tej sytuacji. Na szczęście wsparły mnie w tym różne szkoły psychoterapeutyczne, które stopniowo ogłaszały rekomendacje do psychoterapii online. Dostałam potwierdzenie, że można i trzeba prowadzić psychoterapię przez Internet w tym dziwnym czasie.

Potem dylemat – jak przekonać pacjentów do terapii online, kiedy ja nie mam do niej przekonania?

„Spróbujmy. Dla mnie to też jest nowe. Zróbmy spotkanie próbne – w każdym momencie możemy je zakończyć i powiedzieć sobie – „to się nie uda”, „to nie dla mnie”.

Wszyscy, którzy zdecydowali się na kontakt psychoterapeutyczny online – pozostali.

I kolejne ważne dylematy –

Jak zabezpieczyć intymność spotkania? Jak dbać o potrzeby pacjenta za ekranem? W gabinecie ja dbam o atmosferę miejsca, jego wygodę, intymność, bezpieczeństwo. Decyduję kiedy i kto narusza naszą przestrzeń. Zabezpieczam chusteczki. Zasłaniam żaluzje zewnętrzne, zamykam drzwi, wygłuszam pomieszczenie muzyką. Proponuję czas i przestrzeń do samoregulacji po spotkaniu, tak, żeby do świata wyjść ze spokojnym ciałem i twarzą. W terapii online pacjent sam musi o siebie zadbać. Terapeuta może podpowiedzieć, jak to zrobić, ale musi zaufać i oddać troskę o siebie pacjentowi. Jest to szczególnie ważne w przypadku dzieci i młodych ludzi, o których potrzeby muszą zadbać rodzice. W moim odczuciu, jest to największy problem w psychoterapii online – bliskość świata terapii i świata domu. Trudność zarówno dla pacjenta, jak i terapeuty. Terapeuta w toku szkoleń i doświadczenia własnego uczy się przenosić z jednego świata do drugiego, szczelnie zamykając drzwi. Przenosi się ze świata terapii, do własnej realności, ale także ze świata jednej sesji terapeutycznej w kolejną. Dla mnie to już 20 lat praktykowania. Dla moich pacjentów to dopiero początek. Większość młodych ludzi, którzy nie zdecydowali się na kontynuowanie psychoterapii w formie online, podało właśnie ten powód. „Nie mogę w domu zabezpieczyć sobie intymnego miejsca”, „Ciągle na kogoś wchodzę”, „Ciągle ktoś wchodzi mi do pokoju”, „Będą mnie podsłuchiwać”.

Dylematów ciąg dalszy –

Jaką platformę do kontaktów wybrać? Jak zabezpieczać sesje online? Dbać o dane wrażliwe, realizować politykę RODO?

To, na szczęście mój dylemat. Jak dotąd, nikt z pacjentów nie miał do tego zastrzeżeń i wątpliwości. Informuję o różnych możliwościach kontaktu – od rozmowy telefonicznej (jako ostateczność), poprzez ogólnie dostępne media, do kontaktu na specjalistycznych platformach.  To kolejne miejsce na decyzję pacjenta. Wydaje mi się ważniejsze od zasad, żeby pacjent czuł się swobodnie, bezpiecznie i pozostawał w znanym technologicznie środowisku. Obserwuję, że wśród licznych niepożądanych towarzyszy, koronawirus przywlókł ze sobą „stres technologiczny” – nauczycielom, rodzicom, lekarzom, uczniom. Nie ma potrzeby nadmiernie obciążać nim dodatkowo psychoterapii. W tym aspekcie ciągle się doskonalimy, uczymy, sprawdzamy. Wierzę, że wypracujemy dobre rozwiązania.

I najważniejszy dylemat –

Kiedy to się skończy?

Posted by Anna Wąsik in terapia online, 0 comments

Oddechem w wirusa!

Ten tekst jest aktualny na każdy czas. Świadome i dobre oddychanie zawsze pomaga i zawsze służy naszemu dobrostanowi. W czasie epidemii ma jednak szczególny wymiar. Gdy niewiele możemy zrobić i niewiele od nas zależy, jedno co z pewnością jest możliwe i w obszarze naszych kompetencji, to dbanie o siebie.

Każde ludzki życie zaczyna się od oddechu. Jakość pierwszego oddechu i okoliczności jego zaczerpnięcia, kształtują jakość naszego życia w pierwszych latach. Każde doświadczenie przetwarzane jest przez nas za pomocą oddechu, budując wzorce oddechowe specyficzne dla jednostki i dla jego przeżyć. Ciało zapamiętuje te wzorce dopasowując fizjologię – wydzielanie hormonów, ciśnienie krwi, trawienie, itp. do potrzeb. Spłycamy i spowolniamy oddech w zagrożeniu, aż do całkowitego jego zatrzymania – pozwala nam to zorientować się w sytuacji i przygotować na obronę. Przyspieszamy oddech w wysiłku fizycznym i emocjonalnym, żeby dotlenić nasze komórki i zmobilizować siły. Pogłębiamy i spowalniamy oddech, gdy jesteśmy spokojni i bezpieczni.

Z czasem nasze doświadczenia kształtują oddech, a oddech z kolei kształtuje naszą fizjologię. Wpływa na tak ważne funkcje, jak ciśnienie krwi, wydzielanie hormonów, trawienie i przyswajanie, budowanie odporności organizmu, funkcjonowanie poznawcze (pamięć, koncentracja) i wiele, wiele innych. Poprzez stymulację nerwu błędnego, kształtuje ton głosu i napięcie mięśni twarzy. Wypływ oddechu na fizjologię może być korzystny i odżywczy, może też dosłownie rujnować nasz organizm.

Oddychanie jest jedną z tych funkcji organizmu, która jest częściowo zautomatyzowana, podobnie, jak mruganie, czy połykanie. Możemy wstrzymać oddech, wydłużyć go, skrócić albo przyspieszyć, czy też spowolnić. W przypadku długotrwałego wstrzymania oddechu, nasz układ nerwowy każe go nam zaczerpnąć, już bez naszej decyzji. Eksperymentowanie z oddechem jest zatem bezpieczne, a przede wszystkim jest możliwe.

Żeby poprawić funkcjonowanie naszego organizmu w różnych aspektach, wystarczy świadomie oddychać. Świadomie oznacza przede wszystkim zauważenie swojego oddechu – że w ogóle jest, jaki jest, jakie odczucia w moi ciele powoduje, gdzie czuję swój oddech? Jak oddycham, gdy jestem spokojny? Jak oddycham, gdy czuję niepokój? Co się dzieje z moim oddechem kiedy się denerwuję? A co, kiedy wykonuję wysiłek fizyczny?

 

Co możemy obserwować?

  • Przede wszystkim to, czym oddycham – nosem, ustami, czy zmiennie. Z pewnością zmienia się to w zależności od stanu, w jakim się znajdujemy. Bardzo często wysiłek fizyczny powoduje przejście na oddychanie ustami.
  • Tor oddechowy – piersiowy lub przeponowy. Jeśli oddychasz piersiami – twoja klatka piersiowa intensywnie pracuje podnosząc się i opadając. Ruszają się także ramiona. Jeśli używasz toru przeponowego, porusza się twój brzuch – przy wdechu powiększa się, przy wydechu maleje. Rozszerzają się także twoje żebra. Mężczyźni mają większą fizjologiczną łatwość używania przepony. Istotne wydają się tu także względy społeczne – kobietom nie wypada wydymać brzucha. Wraz z uspołecznieniem, czyli około 5 roku życia, tor oddechowy zaczyna się zmieniać z przeponowego na piersiowy. Małe dzieci w sposób naturalny używają swojej przepony.
  • Tempo oddechu – szybkie lub wolne.
  • Głębokość oddechu. Oddech może być głęboki lub płytki. Oddech płytki będzie się wiązać z szybkim tempem. Oddech głęboki będzie mocniej uruchamiał klatkę piersiową i przeponę.
  • Rytmiczność oddechu – czyli, jaka jest relacja wdechu do wydechu. Czy trwają tyle samo? Czy następują po sobie?

Jakie są korzyści ze świadomego oddychania?

  • Już samo skupienie na oddechu i jego obserwacja działa odprężająco i relaksacyjnie. Pozwala uwolnić myśli od niepokoju, zagrożenia, zmartwień i niezałatwionych spraw. Uwolnienie myśli i skierowanie ich na coś bardzo neutralnego, jak oddech, wycisza emocje. Skupienie na oddechu zmienia go, automatycznie pogłębiając i spowalniając. Kiedy jesteśmy zanurzeni w swoim oddechu, uaktywniają się głęboko zapisane wspomnienia z naszego życia płodowego, powodując poczucie bezpieczeństwa i ochrony. Wokół naszej psychiki zaczyna się budować jakby niewidzialna błona, która chroni nas przed nadmierną stymulacją i szkodliwym wpływem tego, co wokół. Już samo to może być zbawienne w tym tak trudnym dla nas czasie, gdy otaczają nas złe informacje i trudno jest znaleźć przestrzeń tylko dla siebie.
  • Poprzez stymulację nerwu błędnego, oddech wygładza naszą twarz i łagodzi ton głosu. Nie tylko wyglądamy i brzmimy przyjemniej i młodziej, ale też milej się z nami przebywa. Dzięki neuronom lustrzanym, stan ten udziela się też innym. W warunkach domowej izolacji wskazane jest, żeby nie działać sobie na nerwy.
  • Świadome oddychanie pomaga radzić sobie ze stresem wyciszając reakcję alarmową w organizmie. Spowoduje to obniżenie ciśnienia, uregulowanie trawienia i snu oraz spadek wydzielanie hormonów stresu, które na dłuższą metę są neurotoksyczne – zjadają nasze komórki nerwowe.
  • Oddychanie wzmacnia reakcje odpornościowe i system immunologiczny organizmu. Badania wyraźnie pokazują, że trening oddechowy zwiększa obecność limfocytów T i komórek NK (natural killers) we krwi, które są odpowiedzialne za naszą odporność i walkę z wirusami. Nie chcesz zachorować – oddychaj! Chcesz szybko wyzdrowieć – oddychaj!
  • Świadomy oddech pobudza produkcję endorfin, a poczucie szczęścia jest nam teraz bardzo potrzebne.

Jak oddychać?

Są różne techniki i szkoły oddechowe. Większość jednak wskazuje na kojący i leczący wpływ takich aspektów, jak:

  • Oddychanie przez nos – zarówno na wdechu, jak i wydechu.
  • Przeponą – wydymanie brzucha na wdechu i opuszczanie go na wydechu, z rozszerzaniem żeber i kontrolą ramion
  • Oddychanie głębokie i wolne, rytmiczne – możesz liczyć do czterech na wdechu i do sześciu na wydechu
  • Codzienna i regularna praktyka (oddechu nigdy za dużo, ale 15 minut codziennie wystarczy, żeby poczuć efekty)

Oddychaj spokojnie i głęboko!

Posted by Anna Wąsik in praca z ciałem, psychohigiena, trening oddechowy, zdrowie psychiczne, 0 comments

Zachowajmy zdrowie psychiczne na lepsze czasy.

Pandemia to zupełnie nowe doświadczenie dla wszystkich nas. Dla dzieci, ludzi młodych, tych w średnim wieku i dla osób starszych. Nikt z nas tego jeszcze nie doświadczył. Chociaż puste półki w sklepach, zamknięte granice i wyludnione ulice zdają się przypominać inne, trudne czasy – zwłaszcza osobom starszym. Te skojarzenia, jak muzyka grozy w głowie, mogą potęgować poczucie zagrożenia i lęku. Trudno radzić sobie z czymś, co jest nieznane i o 360 stopni zmienia nasze codzienne życie. Tracimy wtedy poczucie kontroli, sprawczości, nie możemy przewidywać, planować, projektować siebie w przyszłość. Epidemia choroby budzi lęk o własne bezpieczeństwo i zdrowie. Prawdopodobnie przyjdzie nam się z tym mierzyć jeszcze przez jakiś czas. Każdy człowiek ewolucyjnie ma wbudowane automatyczne systemy radzenia sobie z sytuacją graniczną, z poważnym zagrożeniem. Systemy te są sterowane przez bardziej prymitywne, starsze onto- i filogenetycznie obszary mózgu. Dla ułatwienia, możemy wyobrazić sobie nasz centralny układ nerwowy, czyli mózg jako dom z dwoma piętrami. Na piętrze znajdują się takie funkcje, jak logiczne myślenia, wyciąganie wniosków, planowanie, odraczanie gratyfikacji, czekanie na swoją kolej. Piętro mózgu jest specyficzne dla rodzaju ludzkiego i jest dobrze ukształtowane u osób dorosłych. Dzieci i młodzież mogą mieć trudność z dojrzałym funkcjonowaniem tego obszaru. Parter mózgu to czynności odruchowe, podstawowe funkcje życiowe, automatyczne reakcje związane z ucieczką lub walką. Na schodach pomiędzy piętrami znajduje się strażnik – ciało migdałowate, które czasowo może zamknąć dostęp do piętra. Dzieje się tak wtedy, gdy rozpoznane zostanie poważne zagrożenie. Nie ma wtedy czasu, żeby myśleć, analizować, wstrzymywać się cierpliwie z reakcją. Trzeba działać, uciekać albo walczyć, żeby przetrwać. W takiej sytuacji mobilizowane są wszystkie zasoby organizmu, żeby sobie poradzić. Zmienia się fizjologia – serce, płuca, organy dokrewne przygotowują się do wysiłku, ograniczone zostaje trawienie, przemiana materii, potrzeba snu, żeby nie zabierać niepotrzebnie energii. Jest to reakcja bardzo potrzebna, która niejednokrotnie zapewniła rodzajowi ludzkiemu przeżycie. Ten stan pobudzenia, odczytywany przez nas jako stres, nie może jednak trwać zbyt długo, ponieważ wymaga dużego zużycia energii i na dłuższą metę staje się niszczący – dla serca, płuc, przemiany materii, mózgu… Hormony stresu w dłuższej perspektywie niszczą mózg. Mogą powodować trudności z koncentracją, pamięcią, drażliwość i wahania nastroju. Przedłużająca się reakcja na stres przestaje być przystosowawcza a staje się zabójcza. Na szczęście nie jesteśmy skazani na własną fizjologię. Mamy możliwości i zasoby, żeby mądrze nią sterować, przynajmniej w pewnym zakresie. Co zatem można robić, żeby radzić sobie ze stresem związanym w tą dziwną, niecodzienną sytuacją pandemii?

Po pierwsze dbajmy o nasze podstawowe, bytowe potrzeby. Dobrze się odżywiajmy, śpijmy odpowiednio długo, zadbajmy o ruch – najlepiej na świeżym powietrzu, jeśli jest to możliwe. W sytuacji, gdy czegoś nam potrzeba: produktów spożywczych, leków, środków czystości, a sami z różnych powodów nie możemy ich sobie zapewnić, nie bójmy się prosić o pomoc. Sąsiadów, znajomych, straż miejską, harcerzy, strażaków. Jest mnóstwo osób, służb, które zgłaszają swoją gotowość do wsparcia i sami potrzebują być użyteczni. Zabezpieczenie podstawowych potrzeb organizmu i zapewnienie mu fizycznego bezpieczeństwa i dobrostanu jest podstawą radzenia sobie ze stresem.

Dbajmy o kontakt z innymi ludźmi. Człowiek to istota społeczna. Rozkwita i rozwija się w relacjach, a więdnie i marnieje, gdy ich nie ma. Dzwońmy do siebie, machajmy sobie przez balkon, pozdrawiajmy się z daleka na ulicy (nawet nieznajomych), piszmy maile, smsy, prowadźmy videokonwersacje.

Utrzymajmy rutynę dnia, na tyle, na ile jest to możliwe. Stwórzmy nowe nawyki. Myjmy rano zęby, gólmy się, malujmy, róbmy loki, ładnie się ubierajmy. Chodzenie cały dzień w pidżamie i bamboszach nie mobilizuje, osłabia. Planujmy codzienne czynności. Sprzątanie, gotowanie, czytanie książki, rozmowa telefoniczna – zwykłe codzienne czynności mogą nabrać nowego znaczenia i sensu. Nie trzeba robić rzeczy wielkich.

Nadajmy sens tym dziwnym dniom. Zróbmy coś, na co z reguły nie ma czasu. Stawiajmy sobie wyzwania. Porządek w zakamarkach szafy, gra na instrumencie, obsługa programu komputerowego, przypomnijmy sobie szydełkowanie, zacznijmy naukę języka obcego.

Ograniczmy oglądanie wiadomości do sesji porannej i wieczornej. Chrońmy się przed toksycznym działaniem złych informacji. Szukajmy tych dobrych – będzie ich coraz więcej.

Dbajmy o swoje bezpieczeństwo i higienę, stosujmy się do zaleceń – dobrze jest mieć poczucie wpływu, że coś mogę zrobić, by pozostać bezpiecznym.

Zróbmy coś dla innych – na miarę swoich możliwości. Zakupy, zimowe przetwory, pierogi, czapkę, obraz, wiersz… Im więcej twórczości, tym lepiej. Zmiana perspektywy z egocentrycznej na empatyczną zawsze pomaga poczuć się lepiej.

Oddychajmy. Świadomie, przez nos, dłużej i głębiej. Na początek wystarczy 5 głębokich oddechów 3 razy dziennie – wdech (licz w myślach do czterech), wydech (licz w myślach do czterech), przerwa (licz w myślach do dwóch). Oddech ciągnij do góry aż po kości obojczyka, wydech puść, żeby spadał jak wodospad siłą grawitacji na sam dół. Dbaj o to, żeby nie unosić ramion do góry. Możesz położyć ręce na brzuchu, żeby kontrolować oddech. Świadomy, spokojny oddech wycisza układ nerwowy, odwołuje reakcję alarmową w organizmie i poprawia samopoczucie.

Dbajmy o siebie!

Posted by Anna Wąsik in psychohigiena, zdrowie psychiczne, 0 comments

Motywacja do nauki w domu – rozważania dla rodziców i nauczycieli.

Nowa szkoła – nowe wyzwania. Dla nauczycieli, rodziców i uczniów oczywiście. Jak motywować do samodzielnej nauki w warunkach domowych? Z pewnością jest to szczególnie trudne w tych rodzinach, w których do tej pory dzieci były mało samodzielne. Nie bardzo jest czas i moment na to, żeby dzieci tej samodzielności nauczyć – w takiej sytuacji rodzice będą musieli włączyć się trochę bardziej w realizację nauki zdalnej. Przejście z motywacji zewnętrznej na wewnętrzną zajmuje dużo czasu i może w dzieciach powodować czasową destabilizację, a na to teraz nie możemy sobie pozwolić. Warto jednak drobnymi krokami wspierać samodzielność i wewnętrzną motywację. Obecny stan pewnie jeszcze trochę potrwa, a zmiana motywacji do nauki z zewnętrznej i na wewnętrzną wszystkim służy.

Czym jest motywacja?

Motywacja to energia, która pozwala osiągać cele i realizować potrzeby. Potrzeby natomiast wiążą się z emocjami. Mówienie, że dziecko nie ma motywacji, to założenie, że nie ma potrzeb i nic nie odczuwa – a to przecież nie jest możliwe. Dziecko zawsze ma motywację. Pytanie zatem dotyczy nie tego, czy motywacja jest ale jaki ma kierunek. Czasem człowiek jest zmotywowany do nauki, a czasem do spania. To zależy od tego, jaki system regulacyjny w układzie nerwowym jest aktualnie pobudzany. Nasz układ nerwowy funkcjonuje na trzech poziomach pobudzenia:

  1. Zamrożenia i dysocjacji – ten stan związany jest najczęściej z przeciążeniem układu nerwowego nadmierną stymulacją, stresem lub ogromem zadań. Mózg wyłącza wtedy zbędne funkcje zapewniając organizmowi przetrwanie. Jest to system prymitywny, wczesny rozwojowo, często uaktywniany u niemowląt. U starszych dzieci będzie się przejawiać trudnościami ze skupieniem, sennością, utratą kontaktu. Na tym poziomie motywacja ukierunkowana jest na przetrwanie.
  2. Poziom walki lub ucieczki – stan ten oznacza brak poczucia bezpieczeństwa i reakcję obronną. Na tym poziomie motywacja ukierunkowana jest na zapewnienie sobie poczucia bezpieczeństwa.
  3. System społecznego zaangażowania – związany ze spokojem, opanowaniem, bezpieczeństwem. Umożliwia wykorzystanie wszystkich dostępnych zasobów wewnętrznych i zewnętrznych, samoregulację i współregulację. Jedyny stan układu nerwowego, który umożliwia uczenie i zdobywanie doświadczeń. Motywacja ukierunkowana jest na rozwój i eksplorację.

Kluczowe jest zatem zapewnienie dziecku warunków do uruchomienia systemu społecznego zaangażowania, żeby to, co powszechnie nazywany motywacją do nauki, mogło wystąpić.

Jak wspierać system społecznego zaangażowania, czyli jak ukierunkowywać motywację?

 

 

  • Na samym początku nie zakładaj, że będą z tym jakieś trudności po stronie dziecka. Dla wielu uczniów, dla których sama szkoła i codzienne chodzenie do niej było wyzwaniem, uczenie zdalne będzie łatwiejsze i bardziej skuteczne. Dotyczy to szczególnie dzieci nadwrażliwych, ze skłonnością do rozpraszania, lękowych, z trudnościami w radzeniu sobie ze stresem szkolnym. Uwierz w dobre chęci twojego dziecka, ucznia, w jego naturalną ciekawość świata. Twoje pozytywne nastawienie jako rodzica, czy nauczyciela ma duże znaczenie. Nie zaczynaj od stawiania dzieciom warunków, pokazywania konsekwencji, zasad oceniania. Skoncentruj się bardziej na pozytywnych aspektach: możliwości dostosowania przestrzeni do własnych potrzeb – wyboru miejsca do nauki, wygodnej pozycji, ubrania, odgraniczenia od bodźców zakłócających, możliwości picia w trakcie nauki, żucia gumy, zrobienia sobie przerwy, poruszania się, wyboru kolejności zadań, wykorzystania Internetu, i wszystko inne, co tylko przychodzi ci do głowy. Możesz porozmawiać o tym z dzieckiem, jakie ono samo widzi korzyści z nauki w domu. Jeśli samo je zobaczy, będzie pozytywnie nastawione do nauki, a to połowa sukcesu. Poczuje się też fizycznie bezpieczne.
  • Pamiętaj, że system kar i nagród, w którym mieści się także ocenianie, nie wypływa na zwiększenie motywacji wewnętrznej. Dlatego zamiast oceniać, zauważaj wysiłek, zaangażowanie – dla każdego dziecka będzie to oznaczało coś innego. Ogranicz ilość zadań na ocenę. Dawaj szansę na zdobycie dobrej oceny dzięki zadaniom, w których liczy się wysiłek, zaangażowanie, bardziej niż umiejętności, np. prezentacja, praca plastyczna, itp. System oceniania wiąże się z naturalną obronną odpowiedzią układu nerwowego. Jeśli układ nerwowy reaguje obronnie, oznacza to, że nie czuje się bezpiecznie, jest w stresie i uruchamia reakcję alarmową.
  • W tym trudnym czasie szczególnie dbaj o poczucie bezpieczeństwa i więź z uczniem. Potrzeba bezpieczeństwa jest bazową potrzebą człowieka. Gdy jest zagrożona, nic nie jest możliwe. Pozostaje ona w odwrotnej relacji z potrzebą eksploracji – drugą ważną, ludzką potrzebą. Gdy poczucie bezpieczeństwa jest zaspokojone, możliwa jest eksploracja. Kiedy w zagrożeniu poszukujemy bezpieczeństwa, nie pozostaje energii do uczenia, nabywania nowych umiejętności. Doświadczamy teraz czasu, który poważnie zaburza poczucie bezpieczeństwa w wielu aspektach funkcjonowania. Dzieci są przestraszone, w niepokoju, nieprzewidywalności, bez poczucia kontroli. Szczególne trudności mogą przeżywać uczniowie klas 8 oraz maturzyści – w tym roku szkolnym wyjątkowo niepewni swojej przyszłości. To, na co byli przygotowywani, sposób, w jaki wzięli odpowiedzialność za swój dalszy edukacyjny los, straciło na aktualności. Nie dokładaj im zmartwień, nie motywuj strasząc. Staraj się stworzyć dobrą perspektywę, pokazuj pozytywne strony, mów im, że dadzą radę. Zadbaj o ich bezpieczeństwo emocjonalne.
  • Zamiast ślepo realizować podstawę programową, pobudzaj ciekawość. Dotyczy to szczególnie tych przedmiotów, które nie podlegają egzaminom. Pokazuj dzieciom, że mają wybór, mogą podążyć za tym, co ich ciekawi. Sytuacja wyboru jest niezwykle ważna dla komfortu psychicznego i poczucia bezpieczeństwa. Daj dziecku możliwość wyboru sposobu nauki – zarówno w aspekcie technicznym, jak i czasowym. Określ czas do kiedy ma wykonać polecenie, nie oczekuj natychmiastowej reakcji. Pozwól mu samemu zorganizować sobie naukę.
  • Działaj w obszarze strefy najbliższego rozwoju, czyli w obszarze, który nieznacznie przewyższa aktualne możliwości dziecka. Strefa najbliższego rozwoju wyznaczana jest na dole przez umiejętności, które dziecko już posiada i samodzielnie potrafi wykorzystać, a od góry przez umiejętności, które wymagają niewielkiego wsparcia dorosłych. Żeby określić tę strefę, trzeba dobrze dziecko znać. Dzisiejszy czas będzie sprawdzianem, na ile udało ci się poznać do tej pory swoje dziecko, swojego ucznia.
  • Buduj rusztowania – pytaj o problemy, podsuwaj sposoby ich rozwiązania, podsuwaj pomoce techniczne. Nie przesadzaj jednak z pomysłami, żeby nie przeciążyć układu nerwowego.
  • Zadbaj o społeczne zaangażowanie i więź. Jeśli jesteś nauczycielem, pracuj z wykorzystaniem videokonferencji. Uczeń, który widzi Ciebie i słyszy w czasie rzeczywistym i ma realny kontakt z rówieśnikami, bardziej się zaangażuje. Możesz oddziaływać na niego za pomocą gestów, mimiki, tonu głosu. W tych dziwnych czasach izolacji dzieci bardzo potrzebują realnego kontaktu. Jeśli videonauczanie nie jest możliwe, postaraj się chociaż pozostać z uczniami na czacie, zwróć się do każdego osobiście. Nie poprzestawaj na przesyłaniu wiadomości mailowych – to kiepski sposób na zaangażowanie.
  • Zachęcaj młodych ludzi do angażowania się w proces grupowy. Niech dzielą się swoimi zadaniami, prezentacjami, projektami, pomysłami. Z innymi osobami w klasie, może z młodszymi kolegami ze szkoły. Napisanie klasowego opowiadania o radzeniu sobie z lękiem dla dzieci z młodszych klas może być świetnym ćwiczeniem z języka polskiego, a w dzieciach wzmocni poczucie przydatności i własnej wartości.
  • Zobacz, jak wygląda twoja własna motywacja do rozwoju, w tym szczególnym czasie. Dzieci uczą się przez obserwację i im młodsze, tym bardziej są wrażliwe na różne przejawy motywacji dorosłych. Jeśli tylko zauważą twoją niechęć, brak zaangażowania, motywację zewnętrzną, podążą za twoją energią. Zadbaj, by kierowała młodych ludzi tam, gdzie chcesz, żeby dotarli.

 

W motywowaniu dzieci i wsparciu samego siebie pomocne mogą być książki:

  • Agnieszka Stein „Dziecko z bliska idzie w świat”
  • Steinke – Kalembka „Dodaj mi skrzydeł. Jak rozwijać u dzieci motywację wewnętrzną.”

 

Powodzenia!

Posted by Anna Wąsik in motywacja wewnętrzna, uczenie, Wspieranie rozwoju dziecka, 0 comments

Nastolatek w izolacji

Czas epidemii, ograniczenia możliwości wyjścia z domu i kontaktów z rówieśnikami, to czas poważnych wyzwań dla młodych ludzi. Problemy, z którymi mierzy się na co dzień każdy nastolatek, nie zniknęły, a do „zwykłych”, nastoletnich trudności dołączyły się zupełnie nowe i dotąd nieznane. Czas adolescencji to okres przebudowy układu nerwowego, osobowości i relacji. Młody człowiek nie może znaleźć oparcia w swojej fizjologii, która jest niestabilna i w stałej nierównowadze. Zmienia się ciało w każdym aspekcie jego doświadczania: wielkości, masy, atrybutów męskości i kobiecości, atrakcyjności. Zmienia się sposób myślenia, odczuwania, siła i jakość reakcji na środowisko. Zmiany te dokonują się w sposób skokowy, nieprzewidywalny i nieharmonijny. Pewne obszary dojrzewają, a inne pozostają jeszcze w świecie dziecięcym.

Młody człowiek może mieć trudność z rozumieniem samego siebie, obrazem własnej osoby na poziomie fizycznym i psychicznym. To czas zadawania sobie pytania „Jaki jestem?”, „Jaka jestem?” Ładna, atrakcyjny, mądra, odważny, wartościowa, leniwa, spokojny – to pytania, które kilka razy w ciągu dnia zadają sobie młodzi ludzie. Swoją tożsamość i obraz własnej osoby kształtują i potwierdzają w relacjach z rówieśnikami.

Rozwojowi osobowości towarzyszy wzmożona emocjonalność, szybkie wzbudzenia i niestabilność podstawowego nastroju. Nastolatkowie (chociaż sami temu intensywnie zaprzeczają) bardzo potrzebują w tym okresie wsparcia przytomnych dorosłych: rodziców, nauczycieli, czasem psychoterapeutów.

Jak każde ssaki, także ludzie, w okresie młodości testują swoją siłę, zasoby i ograniczenia. Dzieje się to w relacjach – z rówieśnikami i dorosłymi, ale także poprzez doświadczanie wolności, jej konsekwencji i granic. Dzięki zwiększonej odwadze, zapotrzebowaniu na stymulację, nastolatkowie testują różnego rodzaju granice – swoje własne, granice w relacji oraz te zewnętrzne (prawne i społeczne). Wystawiają się na nowe doświadczenia, przekraczają zakazy, dokonują wyborów, mają potrzebę samostanowienia o sobie i stylu swojego życia. Dzięki tym doświadczeniom zyskują istotną wiedzę o tym na co mnie stać, czy sobie poradzę, czy muszę używać całej swojej siły na co dzień. A ostatecznie znajdują dobre miejsce dla siebie w świecie, w relacjach, w swoim wnętrzu.

Te kluczowe dla rozwoju adolescenta obszary: relacje rówieśnicze, wsparcie przytomnych dorosłych oraz wolność osobista, w okresie epidemii są poważnie zagrożone.

Ograniczenie relacji z rówieśnikami jest oczywistą konsekwencją zamknięcia szkół, zamarcia życia społecznego i izolacji domowej. Nagle okazuje się, że kontakty w rzeczywistości wirtualnej, chociaż możliwe i pewnie w tym czasie wzmożone, nie są wystarczające. Młodzi ludzie, tak, jak wszyscy (poza niemowlętami może), potrzebują widzieć, słyszeć, czuć innych ludzi w podobnym wieku. Neurony lustrzane, empatia i mózgowe WiFi zdecydowanie gorzej funkcjonują w rzeczywistości wirtualnej. Nic dziwnego, że konsekwencją czasu epidemii dla młodych ludzi mogą być zaburzenia nastroju, zachowania, osobowości, obrazu siebie i swojego ciała. Negatywne efekty widoczne mogą być już dzisiaj, ale skutki długofalowe będą z pewnością bardziej odczuwalne.

Poważne zaburzenie codziennego funkcjonowania w rodzinach spowodowane epidemią, ogranicza także możliwość wsparcia ze strony dorosłych. Nauczyciele są nieobecni albo obecni w bardzo ograniczony sposób. Szkoła próbuje odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości w obszarze edukacji. Nikt nie myśli o aspekcie wychowawczym i rozwojowym szkoły. E – szkoła traci swoją wychowawczą funkcję. Rodzice obciążeni problemami finansowymi, organizacyjnymi i lękiem o przyszłość, są kiepsko przytomni. Sami często w chaosie, zaplątani, jak nigdy rozdarci pomiędzy domem a pracą, nie bardzo mają pojemność na wychowanie, wyrozumiałość, cierpliwość i normalizowanie nastolatka. Możliwość korzystania z zewnętrznego wsparcia, w formie psychoterapii – dla wielu młodych ludzi niezwykle ważna, też jest ograniczona. Gabinety są zamknięte, poradnie nie funkcjonują, a terapia online nie jest dostępna dla każdego z powodu braku zaplecza technicznego i zbyt małej intymności w zaludnionych mieszkaniach. Młody człowiek pozostaje właściwie bez wsparcia.

W pełnych domach, czasem z trudnymi warunkami mieszkaniowymi, na małej przestrzeni, tłoczy się cała rodzina. Ciągle na siebie wpadają, naruszając swoje potrzeby i nadwyrężając relacje. Nasilają się konflikty między rodzicami a dziećmi. Młody człowiek powinien przecież rozumieć sytuację, dostosować się, sam zorganizować i zadbać o siebie. Okres adolescencji to trudny czas dla relacji rodzinnych w ogóle. Na co dzień, w normalnych warunkach, obie strony jakoś sobie z tym radzą. Nastolatkowie wychodzą do szkoły, ze znajomymi, czasem sami, zaszywają się w swoich pokojach, korzystają, że nikogo nie ma w domu. Z rodzicami spotykają się na chwilkę – i sami mogą decydować ile ona będzie trwać. Teraz pozbawieni zostali swoich wypracowanych sposobów na samoregulację. Nieaktualny jest także odwieczny sposób na relację, czyli pytanie „Jak tam w szkole?” I pojawia się problem, o czym rozmawiać, jak ze sobą być. Młody człowiek nie może „wypstrykać się” z emocji i napięcia poza domem. Nie chodzi na dodatkowe zajęcia, nie rusza się, nie realizuje swoich pasji.

Są też domy, w których nie dzieje się za dobrze. Domy skonfliktowane, z przemocą i nadużyciami, uzależnieniem…

Jak wspierać nastolatka w ten trudny czas?

  • Na tyle na ile to możliwe w warunkach domowych, wspieraj jego poczucie intymności. Poszukajcie razem rozwiązań, które umożliwią mu bycie samemu, gdy tego będzie potrzebować. Nie złość się, że nosi w domu kaptur od bluzy albo słuchawki na uszach. Nie złość się, gdy udaje, że ciebie nie słyszy. Zauważaj tę potrzebę i mów o tym.
  • Zamknij swoje uszy na niektóre odzywki, odwrażliw się. Nastolatek nie ma innego wyjścia – tylko ty mu pozostajesz do testowania swojej siły i sprawczości. Zauważaj tę potrzebę i mów o tym.
  • Ze stanowczością i spokojem stawiaj granice tam, gdzie jest to potrzebne. Ważne jest jak komunikujemy swoje potrzeby i oczekiwania. Z jednej strony spokojnie i bez ukrytej agresji, która wynika z założenia, że spotkasz się z oporem. Z drugiej strony z siłą i przekonaniem, że skoro to dla ciebie ważne, druga strona to przyjmie. Powtarzaj sobie w myślach „Jestem rodzicem – dużym, silnym i wiem, co robię”.
  • Angażuj w ważne domowe sprawy. Ustalcie zasady funkcjonowania na ten czas z uwzględnieniem potrzeb, oczekiwań i odpowiedzialności wszystkich osób. Mów nastolatkowi do czego go potrzebujesz w tym szczególnym czasie i jak ważna jest jego pomoc.
  • Pozostaw mu obszary, o których może sam decydować, np. w kwestii organizacji nauki, użytkowania swojego pokoju albo przestrzeni, jedzenia, itp. Jeśli tylko nie narusza to funkcjonowania całego domu, pozwól mu na swój styl.
  • Każdego dnia organizujcie czas wspólny na czymś przyjemnym – przynajmniej 30 minut każdego dnia. Wspólne obejrzenie filmu, grę (nawet na komputerze), rozmowę, wspólne przygotowanie posiłku. Czas bez uzgadniania, rozliczania, bez telewizora i komórki.
  • Rozmawiaj o planach, o czasie po epidemii, o wakacjach. Snujcie marzenia. Przypominaj, że ten czas kiedyś się skończy. Pomagaj projektować siebie na dobrą przyszłość – takie nastawienie przeciwdziała nastrojom depresyjnym.
  • Zachęcaj do kontaktów z rówieśnikami online, szczególnie z możliwością zobaczenia się nawzajem. Przyzwalaj na nie. Szczególnie dbaj, by mogły się odbywać w intymności.
  • Jeśli widzisz, że twój nastolatek nie radzi sobie z lękiem, złością, frustracją, izolacją, zaproponuj kontakt ze specjalistą online – zabezpiecz aspekty techniczne i szczególnie zadbaj o poufność tego spotkania.
  • Jeśli młody człowiek przed wybuchem epidemii korzystał już z psychoterapii, zadbaj o to, żeby mógł ją kontynuować.

W tym szczególnym czasie młody człowiek potrzebuje dostępnych i przytomnych dorosłych!

Posted by Anna Wąsik in adolescencja, terapia online, 0 comments