Zabawa – antidotum na szkolny stres.

Zabawa jest podstawową aktywnością dziecka, która stymuluje jego rozwój we wszystkich aspektach. Jest jasne, że małe dziecko powinno się dużo bawić. Zapominamy jednak, że zabawa jest także ważnym aspektem rozwoju  dzieci szkolnych a najlepszym czasem na dawanie jej miejsca są wakacje. Czas wakacyjny dzieci, podobnie jak rok szkolny bywa jednak mocno zorganizowany, nie pozostawiając miejsca na kreatywną nudę. Dlaczego jest to tak ważne? W wakacje dzieci wchodzą obciążone bagażem szkolnym – fizycznym i poznawczym zmęczeniem, rozregulowaniem rytmu dobowego, nagromadzeniem różnych bodźców, ze stresem, ciężarem konieczności zadowolenia rodziców i sprostaniu wymaganiom, skrajnej mobilizacji, nierzadko z poczuciem porażki i niespełnienia. Samo zakończenie roku szkolnego nie wyrwie ich z tego stanu. Dzieci potrzebują czasu, żeby się zregenerować i otrzepać ze szkoły, jak pies wychodzący z morza na brzeg. Może się zdarzyć, że początek wakacji nie będzie dla nich czasem energetycznej radości ale momentem na rozleniwienie, nudę, marudzenie i taki sobie humor. Nie oczekujmy od dzieci radości, energii i chęci do rodzicielskich pomysłów. Dajmy im swobodny czas. Swobodna zabawa ma kluczowe znaczenie dla rozwoju emocjonalno – społecznego dziecka, posiada też wartość terapeutyczną. Jest dla dziecka czymś bardzo naturalnym, wypływającym z naturalnych potrzeb rozwojowych. Po ciężkim roku szkolnym to bardzo przyjemne robić coś bez wysiłku i z czystej przyjemności. Dzięki wyobraźni i wcielaniu się w role, zabawa pozwala wyjść poza własne ograniczenia. W świecie zabawy dziecko może być kim chce, doświadczać siebie jako wielkiego, wspaniałego, odważnego i pełnego mocy. W szkole musi się podporządkować, realnie oceniać swoje możliwości i ograniczenia, porównywać do innych. W zabawie dziecko może eksperymentować z różnymi zachowaniami bez konsekwencji, podejmować ryzyko w bezpiecznych warunkach. W szkole musi się liczyć z konsekwencjami, hamować reakcje, dopasowując je do kontekstu społecznego. Kojący i terapeutyczny wpływ zabawy wiąże się też z możliwością odreagowania trudnych emocji, wyrzucenia na zewnątrz napięć, których dużą część generuje szkoła. Nauka szkolna koncentruje się na tym, czego dziecko nie umie a powinno się nauczyć, zabawa koncentruje się na zasobach i możliwościach dziecka. Nieskrępowany czas wakacyjny, szczególnie na początku wakacji może być zatem świetnym antidotum na szkolny bagaż.

Jest też dobra wiadomość dla ambitnych rodziców, którzy chcą wykorzystać wakacyjny czas na stymulację rozwoju dziecka. Zabawa posiada wartość poznawczą i ma silny związek z samoregulacją, która jest najlepszym predyktorem osiągnięć w życiu dorosłym. Istotną rolę pełnią tutaj ciekawość, entuzjazm i chłonny, nieskrępowany umysł – cechy, których często brakuje w nauce szkolnej. Warunkiem jest, żeby zabawa była autentyczna i inicjowana przez dziecko, a nie organizowana przez dorosłych. Dzieci angażują się wtedy w budowanie strategii, które tę zabawę podtrzymują. Doświadczają siebie jako organizatorów, zarządzających i kreujących rzeczywistość. Biorą odpowiedzialność za czynności w zabawie i ponoszą ich konsekwencje. A przecież o to najbardziej chodzi dorosłym – żeby dzieci umiały zarządzać czasem i brały odpowiedzialność za swoje obowiązki. Oczywiście w trakcie zabawy bywa, że dzieci doświadczają frustracji i trudnych problemów, z którymi nie potrafią sobie same poradzić. Jest to być może miejsce na wsparcie dorosłego – musi ono jednak być dyskretne i z wyczuciem. Jeśli dorosły zbyt wcześnie zainterweniuje, ograniczy zdolność do samodzielnego rozwiązywania konfliktów i logicznego myślenia, może również zaburzyć poczucie własnej wartości i pewności siebie płynącej z samoregulacji. Badania pokazują, że dzieci, które się bawią, w porównaniu do dzieci, które z różnych względów tego nie robią, osiągają wyższe wyniki w testach zdolności umysłowych, kontroli impulsów, spójności opowiadanych historii oraz zdolności do empatyzowania z innymi (Berk, Mann i Ogan, 2006 r.).

Po prostu – nie wtrącajmy się za bardzo!

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Wspieranie rozwoju dziecka, 0 comments

Od trudności do umiejętności.

Do gabinetu psychologa dzieci rzadko przychodzą same. Chociaż zdarza się, że przychodzą z własnej inicjatywy. Wtedy sprawa jest prosta – dziecko wie, co mu dolega, w czym potrzebuje pomocy i jak chciałoby zmienić swoją codzienność. Zazwyczaj składa konkretne zlecenie – „Chcę, żeby pomogła mi pani…” albo „Chcę lepiej sobie radzić z…” Dziecko zna rozwiązanie, ukierunkowane jest na przyszłość, potrzebuje w tym jednak pomocy. Problem zazwyczaj pojawia się, kiedy zleceniodawcą jest rodzic. Rodzice przychodzą z PROBLEMEM – „Moje dziecko jest zbyt wrażliwe”, „Mój syn mnie nie słucha”, „Moja córka mnie okłamuje”. Najpierw słucham, potem trochę dopytuję. A historia zaczyna się rozwijać w kierunku „z czym moje dziecko sobie nie radzi” i zazwyczaj „w czym ja, rodzic zawiniłem i co zrobiłem źle, że tak jest”. Na końcu rozmowy wszyscy jesteśmy przygnębieni i przytłoczeni ogromem spraw, które źle się toczą i które trzeba naprawić. Z takiej perspektywy bardzo trudno wprowadzać zmiany i trudno jest wzbudzać nadzieję. A gdyby tak na problem dziecka spojrzeć inaczej?

Dzieci łatwo zniechęcają się swoimi PORAŻKAMI, nie mają motywacji do zajmowania się PROBLEMAMI, na TRUDNOŚĆ reagują naturalnym oporem. Im młodsze dziecko, tym bardziej tak ma. Dzieci łatwo też wpadają w poczucie winy, które nie daje siły do zmiany, tylko utrzymuje w niemożności. Z drugiej strony, dzieci chętnie UCZĄ SIĘ czegoś nowego, zdobywają nowe UMIEJĘTNOŚCI. Wystarczy TRUDNOŚĆ ZAMIENIĆ W UMIEJĘTNOŚĆ. Tylko jak to zrobić? Kluczowe jest tutaj pytanie – „Co moje dziecko może robić w zamian?” Jeśli spostrzegam dziecko jako zbyt wrażliwe, to jak wyobrażam sobie zachowanie dziecka, kiedy już sobie z tym poradzi. Mniej wrażliwe, czyli jakie? Zazwyczaj pod problemem, z którym przychodzi rodzic kryje się wiele oczekiwań i wiele rozwiązań. Na początek warto skupić się na jednym. Jeśli problem trwa od dłuższego czasu i powoduje duże napięcie w rodzinie, proponuję, by zająć się tym, co wydaje się najłatwiejsze do zmiany. Może tak być, że dziecko bardzo potrzebuje sukcesu i ważne jest, by mogło go doświadczyć. Wypracowanie takiego podejścia z rodzicem, który nastawiony jest na problem, nie jest łatwe. Tym bardziej, nie jest łatwe przekonanie dziecka, że da sobie radę. Podejście skoncentrowane wokół problemu, które w rodzinie trwa od dłuższego czasu, zanim dziecko trafi do psychologa, powoduje utknięcie i ogromną trudność z przyjęciem innej perspektywy. Nie służy to pozytywnej zmianie i zdrowieniu dziecka. Proponuję wtedy, żeby przyjrzeć się temu, co dziecko potrafi, czego udało mu się nauczyć, w czym jest dobre, jakie ma sukcesy. Na początku idzie to opornie – nastawienie na problem ogranicza spostrzeganie umiejętności. Z czasem jednak rodzice sami zaczynają nakręcać się i odnajdywać zasoby swojego dziecka.

„No jest wrażliwa, ale jak coś się dzieje jej siostrzyczce, to walczy o nią jak lew. Jest odważna, kiedy trzeba komuś pomóc. Potrafi wczuwać się w nastroje innych i zgadywać ich potrzeby. Jest bardzo pomocna w domu – potrafi posprzątać, pomóc w kuchni. I, jak się zapomni, to świetnie jeździ na rowerze. Jest bardzo lubiana przez rówieśników w szkole, bo nie wchodzi w konflikty. Potrafi załatwić każdą klasową sprawę…” i tak dalej i tak dalej… U rodziców zmienia się perspektywa – jeśli nasze dziecko tyle potrafi, to z pewnością poradzi sobie i z tym. Problem maleje w towarzystwie tak wielu zasobów. Przeprowadzenie takiej interwencji z rodzicami to ¾ sukcesu. Dlatego na pierwsze spotkanie w sprawie dziecka zapraszam samych rodziców. Mamy wtedy swobodny czas, żeby zmienić perspektywę z problemu na umiejętności.

A twoje dziecko – co potrafi, w czym jest dobre?Stanisław Wyspiański

Posted by Anna Wąsik in Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu, 0 comments

Kiedy więź jest problemem?

„Moje dziecko jest złośliwe”, „Nigdy nie wiem, czy mówi prawdę, czy kłamie”, „Bije dzieci”, „Nikt go nie zaprasza na urodziny”, „Jest taka niewdzięczna”, „Nie szanuje nas”…

To częste zgłoszenia rodziców wychowujących nie swoje dzieci. Kiedy przychodzą z dzieckiem do psychologa, jest to już najczęściej rozpaczliwe wołanie o pomoc, poprzedzone licznymi próbami dawania miłości, zrozumienia, cierpliwości i codziennego trudu. Ten trud, często mierzony w latach, nie przynosi satysfakcjonującego efektu. Opiekunowie zaczynają zadawać sobie pytania – „czy to ma sens”, „czy ja się do tego nadaję”, „czy zmiana jest możliwa”, „jaka przyszłość czeka to dziecko”, „co się stało z moim życiem”. Dopóki zadają sobie pytania, jeszcze jest szansa, żeby coś zrobić. Gorzej, gdy na te pytania odnajdują odpowiedzi. A odpowiedzi są wszędzie – w przedszkolu, szkole, w środowisku sąsiedzkim, czasem nawet u psychiatry. Odpowiedzi trudne, nie dające nadziei.

Dzieci nie rodzą się niegrzeczne, złośliwe, uparte. Zachowanie dziecka jest odbiciem jego doświadczeń – tych rodzinnych i środowiskowych ale także historii rozwoju jego układu nerwowego, który w krytycznych okresach doświadcza różnego rodzaju traum i obciążeń. Może to skutkować rozwojem zaburzeń, które z pewnością wymagają psychoterapii, a często także leczenia farmakologicznego. Diagnoza, z jaką może się spotkać dziecko obejmuje, między innymi:

– zaburzenia hiperkinetyczne

– zaburzenia opozycyjno – buntownicze (ODD)

– zaburzenia zachowania (CD)

– reaktywne zaburzenia więzi (RAD).

 

Psychoterapia dzieci z zaburzonymi więziami jest procesem długotrwałym. Styl tworzenia więzi może zostać zmodyfikowany przez terapię trwającą minimum dwa lata. Sama psychoterapia dziecka nie wystarczy. Nawet jeśli dziecko nawiąże dobrą relację z psychoterapeutą i w ramach gabinetu będzie funkcjonowało w satysfakcjonujący sposób, zaburzenia mogą utrzymywać się w innych środowiskach, które nie są objęte wsparciem. Psychoterapii dziecka towarzyszyć powinien proces zmiany w środowisku rodzinnym i szkolnym. Myśląc o dobrej zmianie w obszarze tworzenia więzi trzeba brać pod uwagę kompleksowe i skuteczne oddziaływania systemowe (dziecko, rodzina, szkoła) trwające minimum pięć lat.

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Samosterowne dziecko.

Rodzice, dzieci szkolnych, których spotykam w gabinecie mają wspólne marzenie – nie zajmować się szkołą: nie dopytywać o zadania, nie sprawdzać zeszytów, nie siedzieć do nocy nad matematyką, nie biegać z zapomnianym w domu ważnym projektem do szkoły, nie sprawdzać dziennika elektronicznego w niedzielę wieczorem, nie słyszeć „proszę porozmawiać z dzieckiem” i „bo pani nie powiedziała”, „bo mi nie przypomniałeś”, itd., itd., Jednocześnie ci sami rodzice zgłaszają, że ich dzieci są nieszczęśliwe, źle śpią, sprawiają wrażenie ciągle zmęczonych i rozdrażnionych, porzuciły swoje wcześniejsze zainteresowania. Cały dom choruje wraz z dzieckiem. Dbając o komfort i szczęście naszego dziecka, jednocześnie pozbawiamy go samosterowności, poczucia wewnętrznej kontroli i odpowiedzialności za samego siebie. Badania pokazują, że dzieci wychowane przez dyrektywnych rodziców mają duży kłopot z samodzielnym rozwiązywaniem zadań i problemów – szybko się poddają napotykając na trudność, nie szukają sposobów rozwiązania problemu, pozostają bierne, bezradne i w poczuciu beznadziejności. Całkiem inteligentne i sprytne dzieci, w obliczu trudności funkcjonują w pustce poznawczej – zawodzi ich pamięć, procesy uwagi i umiejętność planowania. Nierzadko dochodzi do tego lęk, który rośnie do rozmiarów paniki i w efekcie pojawia się utrata kontroli nad zachowaniem. Dziecko, które spędziło w domu długie godziny na nauce i opanowało materiał, oddaje na sprawdzianie pustą kartkę. Trudno się dziwić, że odmawia nauki w domu, skoro, w jego poczuciu nie przynosi ona żadnego efektu. Trudno się dziwić, że traci zaufanie do siebie i ma niską samoocenę. Postawa dziecka wzmacnia z kolei u rodzica działania zaradcze i kontrolę, po to, by wybawić dziecko z kłopotu. I tak toczy się błędne koło. Z drugiej strony, dzieci, które uczone są samodzielności i zaangażowania w zadanie, potrafią przy nim wytrwać nawet, gdy jest ono trudne, stają się coraz mniej zależne od wskazówek dotyczących umiejętności skupienia, uczenia się, planowania działań i swojego życia. W tekście poniżej kilka wskazówek, jak wyjść z tego błędnego koła:

  1. Zdefiniuj twoją perspektywę czasową – krótkoterminowa, czy długoterminowa?

Czy zależy ci na tym, żeby twoje dziecko poczuło się lepiej teraz dzięki twojej pomocy, czy dopuszczasz, żeby teraz poczuło naturalne konsekwencje swoich błędów i trochę pocierpiało ale za to budowało swoje kompetencje na przyszłość?

  1. Pozwól mu tego doświadczyć i robić po swojemu.

Dzieci potrafią dużo więcej niż nam się wydaje, chociaż wiele rzeczy robią inaczej niż my. Zaufaj kompetencji swojego dziecka i zaakceptuj jego odmienność.

  1. Doceniaj wysiłek a nie wyniki – szczególnie na początku.
  2. Kibicuj jak dziadkowie, nie jak rodzice.

Dziadkowie wspierają wnuki bez ukrytych motywów i planów.

  1. Nauczyciel jest twoim partnerem a nie przeciwnikiem – także w stawianiu wyzwań dziecku i docenianiu jego możliwości.

– wstrzymaj się jeden dzień przed kontaktem z nauczycielem w sytuacji nagłej potrzeby albo kryzysu

– informuj wychowawcę o ważnych wydarzeniach rodzinnych, które mogą wpływać na dziecko

– daj dziecku głos w rozwiązywaniu trudnych sytuacji, nie wyręczaj go w trudnych rozmowach z nauczycielem.

Pozwólmy naszym dzieciom doświadczać porażek!

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Po co rodzicom grupa rozwoju osobistego?

System wsparcia w obszarze zdrowia psychicznego dzieci przechodzi obecnie poważny kryzys. Brakuje rozwiązań systemowych, specjalistów pracujących z dziećmi, ośrodków udzielających pomocy. A dzieci z trudnościami jakby przybywa. Współczesny świat stawia wobec młodego człowieka szereg wyzwań, z którymi nie radzi sobie niedojrzały układ nerwowy i kształtująca się dopiero tożsamość. Trudności, z którymi zgłaszają się do psychologa rodzice dzieci wczesnoszkolnych, wynikają w dużej mierze z niekorzystnych rozwiązań edukacyjnych, postępującej cyfryzacji codziennego życia, wszechobecnej wielozadaniowości i narażenia na nadmierną ilość bodźców. Zmiany te wydają się być nieuniknione. Trochę tak, jakbyśmy stali przed poważnym skokiem ewolucyjnym, a przetrwać mieli tylko ci, którzy się przystosują. Dzieci nie są w stanie same poradzić sobie z tym zadaniem. Potrzebują przytomnych, dostępnych fizycznie i emocjonalnie dorosłych, którzy będą je raczej chronić i wzmacniać, niż mobilizować i trenować. Grupa rozwoju osobistego dla rodziców to miejsce na refleksję, spojrzenie na swoje dziecko takie, jakie ono jest, z trudnościami, których realnie doświadcza. To czas, by zastanowić się, w jakim świecie i w jakich realiach chcemy, żeby wzrastały nasze dzieci. Wytyczne American Pediatric Society dla leczenia zaburzeń psychicznych dzieci i młodzieży, takich jak: ADHD, czy zaburzenia emocjonalne i lękowe, jako niezbędny warunek trafnej diagnozy i skutecznej terapii kładą nacisk na aktywny udział rodziców. Formy angażowania rodziców obejmują psychoedukację, wsparcie, terapię własną jako współtowarzyszącą terapii dziecka. Ograniczenie oddziaływań terapeutycznych do gabinetu psychologicznego, nie może przynieść znaczących i trwałych zmian w funkcjonowaniu dziecka. W myśl zasady, że rodzic jest najlepszym terapeutą swojego dziecka, niezbędne jest zaangażowanie opiekunów w działania terapeutyczne poza gabinetem – w domu i niejednokrotnie w przedszkolu czy szkole. Badania nad środowiskowymi czynnikami ryzyka wielu trudności psychicznych dzieci odnoszą się do relacji rodzice – dzieci oraz występowania podobnych trudności u rodziców.

Bez rodziców to się nie uda!

Anna Wąsik

 

„Dużo dała mi wiedza na temat rozwoju układu nerwowego u dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Rozumiem teraz różne reakcje mojego dziecka i nie traktuję ich jak atak na siebie. Wiem, co zrobić, żeby porozumieć się z dzieckiem w tych trudnych chwilach. Wiem też, czego mogę od niego oczekiwać.”

„Zupełnie zapomniałam, że moje dziecko jest seksualne od urodzenia i dotyk, sposób w jaki je traktuję, jak pokazuję swoje granice fizyczne i psychiczne w codziennych sytuacjach – to wszystko kształtuje jego osobowość, szacunek do siebie i innych.”

„To ulga wiedzieć, że NIE mojego dziecka nie jest atakiem na mnie, na moje kompetencje rodzicielskie i właściwie niewiele ma ze mną wspólnego. Nie muszę się przed nim bronić, nie muszę odzyskiwać straconej pozycji. Wiem, że w ten sposób moje dziecko mówi i doświadcza tego, że nie jest mną. Nie myśli, jak ja, nie czuje, jak ja. Dzieci wychowujemy dla świata, nie dla siebie.”

„Przypomniałam sobie, jak ja byłam dzieckiem. Moi rodzice nie mieli ze mną łatwo. Mam dobre życie, dobre relacje z rodzicami teraz. Ta świadomość daje mi spokój. Kiedy przypominam sobie siebie z tego okresu, łatwiej mi rozumieć moje dziecko.”

„Jestem wystarczająco dobrą mamą , a moje dziecko jest wystarczająco dobrym dzieckiem.”

„Nie pomogę mojemu dziecku pozostawać spokojnym i radzić sobie z trudnościami, jeśli ja nie będę tego umieć.”

„Jak to dobrze jest czasem odpuścić, być niekonsekwentnym, nie realizować planu wychowawczego. Tylko zobaczyć jakie jest nasze dziecko i po prostu za nim podążać. Wiele rzeczy staje się prostsze.”

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Kara, czy konsekwencja.

W rozmowach z rodzicami dzieci małych i dużych jak bumerang powraca temat kar. Coraz częściej słyszę na szczęście – CZY KARAĆ a pytanie o to JAK KARAĆ pojawia się coraz rzadziej. Rodzice mają wątpliwość w skuteczność tego narzędzia, bo widzą, że efekty są chwilowe lub żadne.

Dlaczego kary nie działają:

  • Kara koncentruje uwagę dziecka na strachu przed nią a nie na konsekwencjach zachowania. To czego dziecko będzie chciało w przyszłości uniknąć, to kara, a nie niepożądane zachowanie. A tam, gdzie u podłoża działania jest strach, blisko już do przemocy.
  • Kara uruchamia mechanizmy przemocowe – dziecko uczy się, że można wykorzystać przewagę (siły, wieku, zależności), żeby wymusić zachowanie.
  • Kara wypruwa z empatii – zarówno dziecko, jak i rodzica. Koncentrując się na karze dziecko nie myśli o naturalnych konsekwencjach (np. o tym, że bratu jest przykro z powodu zniszczonej zabawki). Rodzic z kolei, żeby móc zastosować karę musi wyzbyć się umiejętności współodczuwania z dzieckiem, stanąć po przeciwnej stronie i zapomnieć o potrzebie dziecka, która prowadziła do niepożądanego zachowania.
  • Za każdym zachowaniem, nawet tym niepożądanym, stoi potrzeba. Poprzez karanie dziecko uczy się, że dbanie o własne potrzeby nie jest dobre.
  • Karanie wprawia w ruch mechanizm, który bardzo trudno zatrzymać. Dziecięcy mózg szybko uczy się ignorować niedogodność związaną z karą i żeby kara działała musi być coraz bardziej dotkliwa. W ten sposób rodzic wpada do dołka, który sam wykopał.
  • Kara nie uczy odpowiedzialności – danie dziecku kary kończy proces uczenia i stawia odpowiedzialność na zewnątrz dziecka, po stronie rodzica. Dziecko nie czuje, że ma jeszcze coś do zrobienia, np. przeprosić, naprawić szkodę, przytulić.
  • Kara koncentruje doświadczenie dziecka wokół nieprzyjemnych emocji – strachu i złości i pozostawia z nimi dziecko samo. Każda sytuacja trudna, konfliktowa będzie mu się kojarzyła z tymi emocjami i samotnością. Nie będzie miało doświadczenia pozytywnego rozwiązania konfliktu, który zbliża, daje poczucie ulgi, siły i rozwija relację.

No to może konsekwencja?

Jak wymagać od dziecka? Jak wyciągać konsekwencje z niepożądanych zachowań? Jakim argumentem powstrzymać dziecko przed takim zachowaniem?

Często pod tymi pytaniami kryje się niewyrażona wprost potrzeba kontrolowania dziecka i wymuszania odpowiedniego zachowania. W sytuacji, gdy dziecko jest inteligentne i dość uparte sprawa jest trudna i mocno frustrująca dla rodziców. Często słyszę „Na niego nic nie działa”, „Jej na niczym nie zależy”. Zaczynamy wtedy szukać sposobu na dziecko – jak je podjeść, oszukać, żeby wyszło na nasze. Pojawia się silna potrzeba zapanowania nad dzieckiem. „Nie mogę teraz odpuścić, bo już zawsze będzie wymuszać”. Postawa rodzica – konfrontująca, opozycyjna, u dziecka automatycznie wymusza podobną reakcję – bunt, opozycję, sprzeciw. I jest to zdrowa, naturalna reakcja. Dziecko próbuje się „nie dać”, walczy o swoją potrzebę i autonomię. Chyba, że się boi – wtedy najczęściej się podporządkowuje, rzadziej przechodzi do aktywnej, niekontrolowanej agresji.

Zamiast skupiać się na konsekwencjach, popatrzmy na potrzeby dziecka. To wymaga chwili zatrzymania, czasu bez reakcji, za to w pełnym kontakcie z dzieckiem – co się z nim dzieje, jakie emocje przeżywa, jakie potrzeby wyraża przez swoje zachowanie. Dla kochającego, uważnego rodzica (a przecież wszyscy tacy jesteśmy) adekwatna reakcja nie będzie wtedy problemem. Czasem dziecko będzie szukało uwagi, bliskości i trzeba mu ją dać zamiast zastanawiać się nad wychowawczymi konsekwencjami. Czasem będzie wyrażać swoją złość i frustrację, sygnalizować, że naruszone zostały jego granice – wtedy trzeba wspólnie przyjrzeć się tym emocjom i dać im miejsce. Będzie i tak, że zachowanie dziecka będzie wyrażać jego potrzeby fizyczne – złe samopoczucie, zmęczenie i tymi potrzebami trzeba się zająć. Może się też zdarzyć, że dziecko będzie sprawdzać, gdzie są jego granice – wtedy trzeba mu je łagodnie i z miłością pokazać, nie odpowiadając na zachętę do konfrontacji.

A kiedy jest już spokojnie i bezpiecznie to można porozmawiać. Jeśli jesteśmy przekonani, że mamy sprytne dziecko, które dobrze wie, co działa na rodzica i jak go zdenerwować (często to właśnie słyszę od rodziców), to mamy też świetnego partnera do rozmowy. Dzieci lubią rozmawiać o sobie, szczególnie wtedy, gdy dorosły traktuje dziecko poważnie, jest na nim skupiony i w sposób nieinwazyjny pomaga mu rozumieć swoje reakcje. Dzieci lubią też umawiać się i mają silne poczucie sprawiedliwości.

Zapomnijmy o konsekwencjach!

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Tajemnica w psychoterapii.

Tajemnica w procesie psychoterapii jest kwestią kluczową. Pacjent niejednokrotnie dopuszcza psychoterapeutę do swoich głębokich, intymnych doświadczeń i potrzebuje mieć zaufanie, że zostanie to uszanowane. Poufność jest podstawowym warunkiem prowadzenia nieskrępowanego procesu terapeutycznego. Zawód psychoterapeuty objęty jest tajemnicą zawodową. Oznacza to, że terapeuta nie może ujawniać wiedzy i informacji pozyskanych w procesie konsultacji wstępnych i psychoterapii. Nie może także ujawniać tożsamości osób, które z jego pomocy korzystają. Tajemnica ta jest nieograniczona w czasie i niezależna od woli pacjenta. Zdarzają się jednak sytuacje, w których pewne informacje wychodzą poza relację terapeutyczną. Kiedy tak się dzieje i czy stanowi to naruszenie tajemnicy zawodowej?

W sytuacji, gdy z psychoterapii korzysta osoba niepełnoletnia – dziecko lub adolescent, w proces terapeutyczny zaangażowani są także rodzice. Nie oznacza to jednak, że nie jest możliwe zaufanie pomiędzy małym pacjentem a psychoterapeutą. Tajemnica przyjmuje tutaj raczej formę poufności. I działa ona w obie strony. Są tematy, których psychoterapeuta nie porusza z dzieckiem, ponieważ należą one do świata dorosłych. I odwrotnie – nie o wszystkich sprawach poruszanych przez dziecko w toku terapii musi wiedzieć rodzic. Zasada ta nie obowiązuje jednak w kwestiach istotnych, szczególnie dotyczących bezpieczeństwa dziecka. Poufność polega jednak na tym, że psychoterapeuta nie rozmawia z rodzicem w tajemnicy przed dzieckiem. Nie zgadza się także na związany tajemnicą sojusz z rodzicem. Ważne kwestie są przedstawiane otwarcie z uszanowaniem wszystkich uczestników psychoterapii. Jeśli psychoterapeuta widzi potrzebę, by poinformować rodzica o ważnej kwestii z terapii dziecka, to otwarcie mówi o tym dziecku – „To, co mi powiedziałeś jest bardzo ważne i twoim rodzice muszą o tym wiedzieć. Po naszym spotkaniu porozmawiam z nimi o tym”. Nie jest także dobrym pomysłem zgoda na utrzymanie w tajemnicy ważnych dla terapii kwestii, które podaje terapeucie rodzic – „Powiem to pani w tajemnicy ale proszę, nie mówić synowi, że to wiem”. W takiej sytuacji psychoterapeuta zachęca rodzica do otwartej komunikacji z dzieckiem lub zachowania tej tajemnicy dla siebie.

Żeby proces terapeutyczny postępował, służył pacjentowi i prowadzony był zgodnie ze sztuką, psychoterapeuta zobowiązany jest do regularnej superwizji. Superwizja, to proces omawiania trudności związanych z terapią z innym psychoterapeutą, który posiada większe doświadczenie psychoterapeutyczne i odpowiednie kwalifikacje w tym zakresie. Może przyjmować formę indywidualną lub grupową. Aby nie naruszała ona zasad tajemnicy, ważne jest, by pacjent na początku procesu terapeutycznego poinformowany został przez terapeutę, że terapia podlega superwizji, a decyzja o terapii wiąże się ze zgodą na nią. Superwizja nie wymaga podania danych osobowych, a jej uczestnicy zobowiązani są do zachowania tajemnicy, co do omawianych kwestii.

Zdarza się, że psychoterapeuta wzywany jest do przedłożenia opinii lub osobistego stawiennictwa w instytucjach sprawujących nadzór nad pacjentem, niezależnie od procesu psychoterapii, np. sąd, ośrodek pomocy społecznej, szkołę, itp. Ujawnienie jakichkolwiek informacji w takiej sytuacji wymaga zwolnienia z tajemnicy zawodowej, której może udzielić sąd lub prokurator. Przedstawienie opinii możliwe jest także w sytuacji, gdy wynika to ze zgłaszanej na początku terapii potrzeby pacjenta i jest z góry uzgodnionym elementem terapii.

Wyjątkową sytuacją, w której psychoterapeuty nie obowiązuje tajemnica zawodowa jest sytuacja przemocy, szczególnie przemocy seksualnej. Każda osoba, która w toku czynności służbowym uzyska informacje w tej kwestii, zobowiązana jest prawnie do złożenia zawiadomienia w organach ścigania. Zawiadomienie z reguły kończy proces terapeutyczny, narusza bowiem sojusz i uniemożliwia bezstronną relację.

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Słowo w psychoterapii dzieci.

Doświadczenia dzieci cechuje duża emocjonalność. Zalew emocji związany z różnymi wydarzeniami i przemyśleniami dziecka powoduje, że bardzo trudno jest mu się wyciszyć, co może znacząco rozregulowywać dziecko w różnych obszarach. Specyfika dziecięcych przeżyć związana jest między innymi dominującą rolą prawej półkuli mózgu i trudnościami ze zintegrowaniem procesów prawo- i lewopółkulowych. Przeżycia silnie nacechowane emocjonalnie aktywują prawą półkulę mózgu, która spostrzegana jest jako bardziej „emocjonalna”. W lewej półkuli realizowane są natomiast procesy porządkowania i logicznego myślenia, które pomagają opanować zalew emocji. Żeby proces ten przebiegał jednak sprawnie, konieczne jest dobre połączenie pomiędzy półkulami. Ciało modzelowate – główny most łączący obie półkule, osiąga swoją dojrzałość dopiero około 7-8 roku życia. Nie dziwi zatem, że młodsze dzieci, rozwojowo będą mieć większe trudności z integracją procesów prawo- i lewopółkulowych. Tym co usprawnia komunikacją międzypółkulową jest słowo – umiejętność werbalnego opracowania przeżyć. W praktyce oznacza to pomoc dziecku w opowiedzeniu o doświadczeniu. Opowiadanie pozwala zrozumieć i uporządkować emocje.

Jak wspierać dziecko w tym zakresie?

– stwarzaj okazje do rozmowy, spędzaj z dzieckiem czas (dzieci często niechętnie otwierają się w zaaranżowanej sytuacji rozmowy, jest to dla nich łatwiejsze „przy okazji” wspólnych zajęć, spacerów, jazdy samochodem)

– bądź uważny i zainteresowany, koncentruj się na dziecku, podążaj za nim

To właśnie zapewnia sesja psychoterapii. Dla psychologa dziecko w procesie psychoterapii jest jedynym punktem zainteresowania i jedynym odniesieniem do każdej aktywności. Czasami rozmowa możliwa jest wprost, a czasami wymaga od psychologa znalezienia niezagrażającej aktywności, przy okazji której możliwe będzie wspólne opowiadanie (gra, zabawy artystyczne i sensoryczne, zabawa symboliczna, itp.).

Psychoterapia możliwa jest między innymi poprzez używanie symboli. Jednym z nich jest słowo. W psychoterapii dzieci, szczególnie młodszych (3 – 10 r.ż.) dominującym symbolem jest zabawa.

Anna Wąsik

 

 

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

Nastoletnie emocje.

Budowanie więzi z dzieckiem to proces nieustający i rozciągnięty w czasie. Wraz z czasem zmieniamy się my – rodzice i zmieniają się nasze dzieci. Można powiedzieć „mam dobrą więź z moim dzieckiem” ale jest to twierdzenie prawdziwe „tu i teraz”. Nie jest to coś, co osiągamy raz na zawsze. Więź z nastolatkiem będzie nową jakością. Podobnie, jak u małego dziecka, kluczem do zbudowanie dobrej więzi z nastolatkiem jest akceptacja i kontakt z emocjami. Zadanie szczególnie trudne w tym wieku, ponieważ emocje bywają skrajne i nieprzewidywalne a bliski kontakt z nimi może aktywować przeżycia i problemy adolescencyjne rodzica. Dużo zależy zatem od tego, jak my – rodzice poradziliśmy sobie z kryzysem dorastania. Może być tak, że sami mamy w tej kwestii jeszcze coś do zrobienia.

Co to znaczy mieć kontakt z emocjami dziecka? Znaczy to dopuszczać emocje, dawać im miejsce, pozwolić, żeby się wylały, dając im jednocześnie strukturę i formę. Młody człowiek potrzebuje czuć, że może przez chwilę pokazać nam swoją ciemną część związaną z rozpaczą, nienawiścią, pogardą, pustką i poczuciem krzywdy. I razem możemy się temu poprzyglądać. Jeśli te emocje nie przerażają rodzica, osłabną i będą możliwe do ogarnięcia. Jeśli rodzic odpowie na emocje dziecka z poziomu swoich nieprzerobionych , nastoletnich emocji – oboje, i dziecko i rodzic, zostaną zalani przez falę afektywną , z której trudno się wydobyć, a każdy pozostanie w swoich odczuciach.

Trudność rodziców może też polegać na lęku przed własną niekompetencją. Boimy się uczuć dziecka, ponieważ mamy przeczucie, że ich nie ogarniemy, a wtedy stanie się coś strasznego, np. emocje narosną lub będą miały konsekwencje behawioralne. Z tego powodu, staramy się nie dotykać, nie zauważać, nie prowokować, wyciszać, zapobiegać. To jak walka ze sztormem lub powodzią.

A młody człowiek być może drugi raz nie zwróci się do nas.

Psychoterapia nastolatka wymaga dużego zaangażowania rodziców. Często także ich psychoterapii. Zdarza się, że młodemu człowiekowi wystarczą spotkania wspierające, psychoedukacyjne a ciężar pracy terapeutycznej będzie niósł rodzic. Ma to sens szczególnie wtedy, gdy emocje nastolatka wpędzają rodzica w poczucie bezradności i marazmu a kontakt z nimi najczęściej kończy się eskalacją, awanturą, która zalewa całą rodzinę.

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments

„Duchy z dziecięcego pokoju”

Dzieci obarczone są ryzykiem stania się „pojemnikiem” na nieprzerobione trudności rodziców z okresu ich dzieciństwa. Zostanie rodzicem przywołuje reprezentację własnej wczesnej relacji rodzice – dziecko. Lęk i niepokój opiekuna wynikający z funkcji rodzicielskiej sprawia, że jest on szczególnie otwarty na kwestie związane z własnym dzieciństwem. Czasem trudności te mogą dotyczyć także trudnych wydarzeń niedługo sprzed narodzin dziecka (np. żałoby). Może to prowadzić do zaburzeń funkcjonowania wynikających z prób rozładowania tego ciężaru wszystkimi dostępnymi środkami. W zależności od wieku, dziecko produkować będzie objawy – zachowania agresywne, autoagresywne lub lękowe, zaburzenia snu, jedzenia i wypróżniania.

Jeśli znajdzie się osoba, która będzie mogła zaopiekować się emocjami i potrzebami rodzica, rodzic będzie w stanie zaopiekować się emocjami i potrzebami dziecka. „Jeśli ktoś usłyszy płacz matki, wtedy ona sama jest w stanie utulić swoje dziecko” Selma Fraiberg. Procesowi temu służą refleksja i przywołanie trudnych wspomnień. W przeciwnym razie istnieje ryzyko ślepego powtarzania zranienia, które odgrywać się będzie w relacji z dzieckiem. W terapii istotne jest stworzenie warunków do rozdzielenia przeszłych reprezentacji od teraźniejszych realiów, co prowadzi do uwolnienia dziecka z rodzicielskiego zawieszenia.

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Bez kategorii, 0 comments
Load more