Wspieranie rozwoju dziecka

Duchy z dziecięcego pokoju.

 

Kwiat lotosu zapuszcza swoje korzenie głęboko pod wodą, w mule. Ziarenko kiełkuje żywiąc się tym, co wydaje się odpadkami i brudem opadłym na dno jeziora. Następnie przebija się przez wodę i na jej powierzchni tworzy nieskazitelny, piękny kwiat, symbol doskonałości i odrodzenia.

Tak, jak lotos nie mógłby rozkwitnąć bez swojego początku w brudzie i błocie, tak prawdziwe człowieczeństwo i rozwój osobisty nie może istnieć bez trudu, mozołu i cierpienia. Nasiono – potencjał czegoś pięknego, tkwi uśpione pod mułem naszego jeziora. Może tam przeleżeć zapomniane i ignorowane przez resztę życia. Błoto to symbol naszej ciemnej strony – wszystkich trudnych, kłopotliwych emocji jak: gniew, pożądanie, zazdrość, lęk, przerażenie. Zwykle chcemy się ich pozbyć lub je zmienić, ale nie jest to łatwe, gdyż te wzorce emocjonalne są częścią naszego
rozwiniętego umysłu i są w nas głęboko zakorzenione na skutek gatunkowej walki o przeżycie i instynktu prokreacji. Jezioro symbolizuje głębię naszej duszy, a jego powierzchnia to granica między naszym nieświadomym doświadczeniem a świadomym życiem.  Podobnie jest z rodzicielstwem – jednym z najpiękniejszych i najtrudniejszych zarazem aspektów samorealizacji człowieka.

Psychologia rozwoju człowieka w toku jego życia, tzw. psychologia „life span” zakłada, że rozwój nie kończy się z momentem osiągnięcia dojrzałości fizjologicznej. Człowiek staje wobec coraz to nowych wyzwań, kryzysów rozwojowych, dylematów, które prowadzą go do większej integralności. W koncepcji Erika Eriksona, wartości wykształcone we wcześniejszych etapach rozwoju, takie, jak: nadzieja, wola, stanowczość, kompetencja, angażowanie się w zadania i miłość, w okresie średniej dorosłości prowadzą do realizacji potrzeby produktywności, która wyraża się w trosce o innych. Część ludzi realizuje ją poprzez rodzicielstwo. W czas rodzicielstwa wchodzimy wyposażeni w cnoty z poprzednich stadiów rozwojowych. Doświadczenie nie zawsze jednak przynosi nam zasoby – czasami staje się dla nas obciążeniem i utrudnia realizację kolejnych zadań. W początkowych etapach rozwoju jesteśmy uzależnieni od jakości opieki oraz naszej relacji z opiekunem. Z różnych względów może ona być niewystarczająca i utrudniać dziecku rozwój, zamiast go wspierać. Można powiedzieć, że zawsze możemy coś zarzucić swoim rodzicom: zbytnie pochłonięcie pracą, obowiązkami domowymi, brak kontroli nad agresją, uzależnienia, oziębłość, lub emocjonalną niedostępność, czy też nadmierną lękowość. Każdy z pewnością znajdzie „kamień”, którym może rzucić w swojego rodzica, mówiąc mu „to twoja wina”. Stopniowo jednak uzyskujemy coraz więcej autonomii i po pokonaniu kryzysu tożsamościowego w okresie dorastania, jesteśmy w stanie samodzielnie sterować naszym rozwojem. Uzyskujemy za niego odpowiedzialność. I tutaj pojawiają się pytania:

„Czy można być dobrym rodzicem, jeśli jako dziecko nie zaznało się dobrej relacji ze swoimi rodzicami?”

„Czy można poradzić sobie z nierozwiązanymi zadaniami rozwojowymi z dzieciństwa?”

„Czy można nadrobić to, co wydaje się stracone?”

Odpowiedź na te pytania musi być pozytywna. W innym wypadku nie byłby możliwy dalszy rozwój, zarówno w wymiarze ontogenetycznym, jak i filogenetycznym. Każdy z nas zna te deklaracje wypowiadane najczęściej w młodym wieku:

„Nie będę, jak moja matka!”

„Nie chcę być, jak mój ojciec!”

Pokonywanie własnych zranień i ograniczeń, leczenie traumy transgeneracyjnej, nie tylko jest możliwe ale także konieczne, żeby na poziomie własnego pokolenia zatrzymać to błędne koło.

Istnieją też deklaracje rodziców:

„Chcę, żebyś miał lepsze życie niż ja!”

„Chcę, żebyś była szczęśliwsza ode mnie!”

I z doświadczenia wiem, że są one bardzo prawdziwe. Rodzice dobrze życzą swoim dzieciom, nawet jeśli nie są najlepszymi opiekunami.

Dzieci obarczone są ryzykiem stania się „pojemnikiem” na nieprzerobione trudności rodziców z okresu ich dzieciństwa. Moment pojawienia się dziecka w rodzinie przywołuje reprezentację własnej wczesnej relacji rodzice – dziecko. Lęk i niepokój opiekuna wynikający z funkcji rodzicielskiej sprawia, że jest on szczególnie otwarty na kwestie związane z własnym dzieciństwem. Jest to moment, gdy otwierają się drzwi dla „duchów z dziecięcego pokoju.” I najbardziej właściwy czas, by się z tymi duchami rozprawić.

Trudności w relacji z dzieckiem będą się uaktywniać w momentach, w których specyfika problemów rozwojowych dziecka dotykać będzie przeszłych, nierozwiązanych konfliktów rodzica.

Jeśli rodzic nie był dobrze zaopiekowany we wczesnym okresie swojego życia, jeśli reakcja na jego podstawowe potrzeby: nakarmienia, przytulenia, opieki nie zawszy były zabezpieczane, najprawdopodobniej będzie mu trudno w kontakcie z bezbronnością własnego niemowlęcia. Przyczyny trudności zafiksowanych w tym okresie, nie muszą wynikać z zaniedbań rodzicielskich. Mogą być związane z fizyczną lub emocjonalną nieobecnością związaną z chorobą, pobytem w szpitalu, czy depresją. Mogą wynikać także z wcześniactwa, czy pobytu w inkubatorze. Pojawienie się w rodzinie małego dziecka jest szczególnym momentem. Z pewnością zaburza dotychczasowy porządek i wymusza zbudowanie nowego. Jest to moment szczególnej wrażliwości rodziny: z jednej strony dużej podatności na dobrą zmianę, z drugiej jednak dużej wrażliwości. Opieka nad małym dzieckiem – osobą skrajnie zależną i nieporadną, uaktywnia w rodzicach ich osobiste doświadczenia dotyczące słabości, zależności i braku kontroli. Jeśli w toku doświadczenia życiowego rodziców jako dzieci, nie było zgody na słabość i zależność, a podstawowe potrzeby były zagrożone, słabość i nieporadność ich dziecka skonfrontuje ich z własnymi emocjami. Słabość niemowlęcia napotka na dziecięcą słabość rodziców. Niemowlę i rodzice będą się nawzajem wzmacniać w trudnych emocjach związanych z doświadczaniem zależności – lęku i złości.

Zdarza się, że trudności rodzicielskie ujawniają się szczególnie w okresie treningu czystości, kiedy dziecko manifestuje swoją niezależność i bunt. Jeśli w tym okresie rodzic będąc dzieckiem był karcony, zawstydzany lub karany za przejawy niezależności, prawdopodobnie trudno mu będzie przyjąć niezależność swojego dziecka. Będzie się ona przejawiać w codziennej walce o to, kto będzie górą. Dziecko za wszelką cenę będzie chciało podkreślić swoje niezależne jestestwo – „Nie jestem tobą!” Będzie się to wyrażać poprzez wymuszanie, krzyk, zachowania, które rodzice często nazywają histerią. Wszyscy znamy przedszkolaka, który rzuca się na podłogę, odmawia współpracy, sabotuje poranne wyjścia z domu, uparcie załatwia grubszą sprawę za fotelem. Jeśli rodzic, wiedziony własnym bolesnym doświadczeniem z tego okresu, potraktuje te zachowania jako zachętę do walki o dominację i ją podejmie, wzmocni tylko zagubienie dziecka i własne, nakręcając spiralę agresji i wstydu.

Kolejny trudny dla rodziców czas to okres edypalny, w którym rodzic i dziecko spotykają się ze swoją genitalną seksualnością. Dziecko eksploruje swoje ciało, cieszy się nim, bada. Ucieleśnia swoje emocje i doświadczenia. Uczy się intymności z samym sobą po to, by umieć ją dzielić z innymi. Testuje też swoich rodziców, zachęcając ich do wejścia w trójkąt. Buduje sojusze (najczęściej z rodzicem przeciwnej płci) i tworzy wyimaginowanych wrogów (zazwyczaj z rodzicem tej samej płci). Jest to już wyższy poziom gry i pojawiają się bardziej złożone emocje, takie, jak: zazdrość, czy zawiść. Wszystko to jednak dzieje się „na niby”, jest zabawą, testowaniem, pewną grą, która dzieje się w rodzinie. To trudne wyzwanie dla rodzica, który ma problem z własnym ciałem, seksualnością, impulsywnością i spontaniczną częścią. Może tę zabawę potraktować zbyt poważnie. I tu możliwe są dwie reakcje: odpowiedź dorosłego seksualnością dorosłą, na seksualność dziecięcą, co bliskie jest nadużyciu i uwiedzeniu, albo brak odpowiedzi, dystans, oziębłość, ignorowanie. Jakkolwiek to się potoczy, zablokuje w dziecku tę część, która związana jest z samoakceptacją i zaufaniem własnemu ciału.

I wreszcie czas dorastania, który mieści w sobie wszystkie kryzysy poprzednich okresów. W kontakcie z nastolatkiem, rodzic narażony jest na kontakt z własną kruchością, bezradnością i zależnością, jednocześnie ogromną potrzebą autonomii i niezależności – potrzebami, które wzajemnie się wykluczają i którym nie jest łatwo dogodzić. „Nienawidzę cię! Nie odchodź!” Ten, kto dobrze ma w pamięci czas własnego dojrzewania lub ma kontakt z nastolatkami, wie, o czym mowa.

 

A jak to wszystko się zaczyna? Często w gabinecie pedagoga szkolnego, psychologa lub psychoterapeuty. Kiedy rodzic przyprowadza swoje dziecko z objawami: niepokoju, zaburzeń snu, zaburzeń odżywiania, trudności w wypróżnianiem, napadami lęku, depresją, samookaleczeniami, natręctwami, itd. Objawy te najczęściej są przejawem walki dziecka o normalność, o swoją niezależność i rozwój.

A jak to się może skończyć? Terapia dziecka to tylko jeden aspekt – nie zawsze zresztą konieczny. Im młodsze dziecko, tym większa rola rodziców w procesie jego zdrowienia. Jeśli znajdzie się osoba, która będzie mogła zaopiekować się emocjami i potrzebami rodzica, rodzic będzie w stanie zaopiekować się emocjami i potrzebami dziecka. Czasem wystarczy refleksja i odwaga do przywołania trudnych wspomnień z życzliwą osobą obok. Czasem potrzebna jest terapia. A z całą pewnością przyda się życzliwość, współczucie i świadomy kontakt z samym sobą.

„Jeśli ktoś usłyszy płacz matki, wtedy ona sama jest w stanie utulić swoje dziecko”  Selma Freiberg

Posted by Anna Wąsik in rodzicielstwo, rodzina, terapia dziecka, Wspieranie rozwoju dziecka, wychowanie, 0 comments

„Jestem z Ciebie dumny!” – jak wspierać dzieci w okresie pandemii.

Lato ucieka, wielkimi krokami zbliża się rok szkolny. Co roku o tej porze dzielę się z rodzicami pomysłami na to, jak przygotować dzieci do powrotu do szkoły, jak wpierać ich adaptację, szczególnie do przedszkola i pierwszej klasy. W tym roku nie wiem, co napisać…

Przed nami same niewiadome. Trudno zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa i wyposażyć w uspokajającą wiedzę, kiedy my sami – dorośli, tej wiedzy nie mamy, a z poczuciem bezpieczeństwa też pewnie jest różnie.

Dorośli na różne sposoby radzą sobie z poczuciem zagrożenia i niepewności. Jedni się zamartwiają, inni zwiększają zabiegi opiekuńcze i rzucają się w wir działań, jeszcze inni popadają w apatię czy złość. I to jest w porządku – każdy z nas ma swój indywidualny sposób reagowania na trudności, zgodny z naszym temperamentem i naszą historią. Ważne, by mieć świadomość swoich reakcji i mieć nad nimi kontrolę na tyle, by nasze – dorosłe zachowania nie obciążały dzieci.

Co możemy zrobić, jak przygotować siebie i jak wspierać dzieci w tym szczególnym czasie?

Myślę, że trzeba sięgnąć do tego, co dobrze znane i zawsze aktualne:

 

Dbaj o siebie. O swój dobrostan, o dobry czas, wewnętrzny spokój, równowagę w pracy i odpoczynku, balans między byciem dla innych a byciem dla siebie. Zdobywaj potrzebną ci wiedzę, która daje poczucie bezpieczeństwa i sprawczość, szukaj wsparcia u osób życzliwych, nabywaj nowych kompetencji.

Zapraszam wszystkich rodziców, którzy mają potrzebę wzmocnienia własnych kompetencji, mądrego wsparcia swoich dzieci, nabycia nowych kompetencji i narzędzi wychowawczych, a przede wszystkim zadbania o siebie, na grupowe zajęcia „Jestem z Ciebie dumny!” Zajęcia mają charakter warsztatowy i odbywać się będą w formie online na platformie Zoom raz w tygodniu. Program obejmuje 5 spotkań. Możliwa jest także kontynuacja spotkań online, jeśli taka będzie potrzeba grupy. Zajęcia wzbogacone będą przez praktyki uważności. Czas pandemii pozwolił mi na doświadczenie spotkań terapeutycznych i szkoleniowych w formie online – zarówno w charakterze uczestnika, jak i osoby prowadzącej. I jest to dla mnie dużym zaskoczeniem, jak głębokie relacje, więzi i treści może wnieść taka forma.

Jedyne o co musisz zadbać, to spokojne miejsce i czas! Ale przecież to każdy rodzic powinien umieć, jeśli chce dobrze służyć swoim dzieciom. To będzie dobra zaprawa w dbaniu o siebie!

Zapraszam serdecznie!

Szczegóły wkrótce, a poniżej opis programu „Jestem z Ciebie dumny!”

Warsztaty dla rodziców „Jestem z Ciebie dumny”.

Warsztaty „Jestem z Ciebie dumny” wywodzą się z filozofii Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniu i odnoszą się do 15 kroków metody Kids Skills Bena Furmana. Mogą być prowadzone niezależnie lub w połączeniu z pracą nad trudnością dziecka programem „Dam radę”. Skierowany jest dla rodziców, opiekunów i wychowawców dzieci w wieku 7 -11 lat. Na warsztaty składa się pięć 2-godzinnych sesji. Sesja I koncentruje się na przeformułowaniu trudności dziecka na jego umiejętności i zasoby oraz możliwości wzmacniania  przez adekwatne komplementowanie. Na sesji II rodzice poznają swoje możliwości wpływania na dziecko i wzmacniania jego motywacji do zmiany. Sesja III nakierowana jest na budowanie sieci współpracy osób dorosłych, mających wpływ na wychowanie. Kolejne spotkanie pozwala przyjrzeć się bliżej zachowaniu dziecka, które rodzice spostrzegają jako trudne i możliwościom jego zmiany. Sesja V w 6 krokach uczy brania odpowiedzialności za swoje działania i wspierania dzieci w tym trudnym zadaniu. Cykl spotkań pozwala nabyć praktyczne umiejętności wspierania rozwoju dzieci, budowania ich pozytywnej samooceny oraz pokonywania trudności emocjonalnych i behawioralnych. Spotkania mają charakter warsztatowy i obejmują takie techniki, jak:

  • „Magiczna trójka”, czyli – jak doceniać dzieci, aby zachęcać je do dalszej zmiany?
  • „Dłoń narzekania vs. dłoń życzeń” czyli – jak wpływać na pozytywną zmianę zachowania?
  • Jak wzmacniać współpracę dzieci i rodziców?
  • „Program Dam Radę” w praktyce rodzicielskiej i wychowawczej, czyli – jak pomagać dzieciom rozwiązywać problemy?
  • „Kroki do odpowiedzialności”, czylijak reagować na niepożądane zachowania dziecka?
Posted by Anna Wąsik in Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu, Wspieranie rozwoju dziecka, wychowanie

Jak wychowywać dzieci? (bajka chińska)

Pewnego dnia do mistrza przyszli zatroskani rodzice. Mają sześcioro dzieci: trzy córki i trzech synów, i ogarnia ich coraz większy strach, czy będą w stanie wychować ich na porządnych ludzi, którzy poradziliby sobie w życiu.

Jakie przekazać im wartości? Jak postępować? Jak kształcić?

– Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi – powiedział mistrz. – Każde z waszych dzieci wymaga innego postępowania. To, co mogę wam poradzić, to kierować się w swoich relacjach z nimi kilkoma zasadami. Przede wszystkim powinniście pamiętać, że dzieciom możecie dać, tak naprawdę, tylko dwie rzeczy: korzenie i skrzydła. Korzenie to dom, rodzina i tradycja; opieka i pomoc; poszanowanie starszych, prawość i uczciwość w najdrobniejszych sprawach; ład i porządek moralny. Korzenie dadzą dobre umocowanie, podstawy i dobre wybicie do lotu. Dadzą też pewne lądowanie i świadomość, że zawsze jest takie miejsce, gdzie można bezpiecznie spocząć. Skrzydła zaś to otwartość na świat, wielkie horyzonty i zachęty do latania. To pokazanie, że w życiu jest dla każdego miejsce na jego lot, że cokolwiek się robi, można to robić wspaniale, być w tym wielkim. Warto rozwinąć skrzydła.

 

-To piękne, co mówisz – powiedział ojciec – ale wokół nas jest wiele rodzin, które starają się postępować zgodnie z tą zasadą, a ich dzieci, mające korzenie i skrzydła, wcale nie chcą latać. Jak postępować, aby chciały je rozwinąć i latać? Przecież nie mogę tego zrobić za nie!

-Dobrze powiedziałeś – odparł mistrz. – Nie rozwiniesz za nie skrzydeł i nie polecisz. Najwięcej błędów rodziców polega właśnie na tym, że chcą to robić za własne dzieci: wybrać najlepsze miejsce do startu, zapoznać z listą zagrożeń, uchronić przed upadkiem i poranieniem skrzydeł. Relacje między wami a dziećmi powinny być takie jak między łukiem i strzałą. Łuk i cięciwa to ojciec i matka, strzała to dziecko. Strzała trafia do celu i cieszy się, że go osiągnęła. Im cel był odleglejszy, tym większa satysfakcja. Ale kto napiął łuk? Kto wymierzył? Kto uwzględni! wiejący boczny wiatr? Strzała trafiła i się cieszy. Nie pamięta, skąd wyleciała. To dobrze. Ale powiedzcie mi, kto pójdzie po nagrodę? Na ko­go spłynie splendor: na strzałę czy łucznika? Jednak każdy dobry łucznik wie, że aby strzała trafiła do celu, musi być spełniony najważniejszy warunek.

-Musi być określony cel – przerwała matka.

-Tak, ale strzała nie trafi – odparł mistrz.

-Trzeba napiąć łuk.

-Tak, ale nie trafi.

-Trzeba odpowiednio przygotować strzałę.

-Tak, ale nie trafi.

-Trzeba dokładnie wycelować.

-Tak, ale nie trafi.

Rodzice wymieniali jeszcze kilkanaście różnych warunków, a mistrz z coraz większym rozbawieniem odpowiadał swoje „nie trafi”. W końcu, gdy rodzice byli już zupełnie zrezygnowani, rzekł:

– Strzała musi opuścić łuk i cięciwę. Trzeba ją wypuścić! Rozumiecie?

Rodzice roześmieli się wraz z mistrzem.

-Masz rację. Jakie to proste. Ale w swojej rodzicielskiej miłości chcielibyśmy mieć ich blisko siebie – powiedziała matka.

-Ich czy ich serca? – przerwał mistrz.

Po dłuższej chwili milczenia i zadumy matka odpowiedziała:

– Ich serca, aby były cały czas z nami.

-Aby wasze serca mogły być blisko, wasze domy muszą stać bardzo daleko – rzekł mistrz. – I jeszcze jedno: jesteście dobrymi, troskliwymi rodzicami. Kochacie swoje dzieci. Już to, że zdajecie sobie takie pytania, o tym świadczy. Niech tak będzie zawsze. Aby tak było, nie będą potrzebne wam te zasady, tylko miłość.

„Bajki chińskie czyli 108 opowieści dziwnej treści dla dorosłych”, Zbigniew Królicki, Wydawnictwo Ravi, 2009

Posted by Anna Wąsik in rodzina, Wspieranie rozwoju dziecka, wychowanie, zdrowie psychiczne, 0 comments

Motywacja do nauki w domu – rozważania dla rodziców i nauczycieli.

Nowa szkoła – nowe wyzwania. Dla nauczycieli, rodziców i uczniów oczywiście. Jak motywować do samodzielnej nauki w warunkach domowych? Z pewnością jest to szczególnie trudne w tych rodzinach, w których do tej pory dzieci były mało samodzielne. Nie bardzo jest czas i moment na to, żeby dzieci tej samodzielności nauczyć – w takiej sytuacji rodzice będą musieli włączyć się trochę bardziej w realizację nauki zdalnej. Przejście z motywacji zewnętrznej na wewnętrzną zajmuje dużo czasu i może w dzieciach powodować czasową destabilizację, a na to teraz nie możemy sobie pozwolić. Warto jednak drobnymi krokami wspierać samodzielność i wewnętrzną motywację. Obecny stan pewnie jeszcze trochę potrwa, a zmiana motywacji do nauki z zewnętrznej i na wewnętrzną wszystkim służy.

Czym jest motywacja?

Motywacja to energia, która pozwala osiągać cele i realizować potrzeby. Potrzeby natomiast wiążą się z emocjami. Mówienie, że dziecko nie ma motywacji, to założenie, że nie ma potrzeb i nic nie odczuwa – a to przecież nie jest możliwe. Dziecko zawsze ma motywację. Pytanie zatem dotyczy nie tego, czy motywacja jest ale jaki ma kierunek. Czasem człowiek jest zmotywowany do nauki, a czasem do spania. To zależy od tego, jaki system regulacyjny w układzie nerwowym jest aktualnie pobudzany. Nasz układ nerwowy funkcjonuje na trzech poziomach pobudzenia:

  1. Zamrożenia i dysocjacji – ten stan związany jest najczęściej z przeciążeniem układu nerwowego nadmierną stymulacją, stresem lub ogromem zadań. Mózg wyłącza wtedy zbędne funkcje zapewniając organizmowi przetrwanie. Jest to system prymitywny, wczesny rozwojowo, często uaktywniany u niemowląt. U starszych dzieci będzie się przejawiać trudnościami ze skupieniem, sennością, utratą kontaktu. Na tym poziomie motywacja ukierunkowana jest na przetrwanie.
  2. Poziom walki lub ucieczki – stan ten oznacza brak poczucia bezpieczeństwa i reakcję obronną. Na tym poziomie motywacja ukierunkowana jest na zapewnienie sobie poczucia bezpieczeństwa.
  3. System społecznego zaangażowania – związany ze spokojem, opanowaniem, bezpieczeństwem. Umożliwia wykorzystanie wszystkich dostępnych zasobów wewnętrznych i zewnętrznych, samoregulację i współregulację. Jedyny stan układu nerwowego, który umożliwia uczenie i zdobywanie doświadczeń. Motywacja ukierunkowana jest na rozwój i eksplorację.

Kluczowe jest zatem zapewnienie dziecku warunków do uruchomienia systemu społecznego zaangażowania, żeby to, co powszechnie nazywany motywacją do nauki, mogło wystąpić.

Jak wspierać system społecznego zaangażowania, czyli jak ukierunkowywać motywację?

 

 

  • Na samym początku nie zakładaj, że będą z tym jakieś trudności po stronie dziecka. Dla wielu uczniów, dla których sama szkoła i codzienne chodzenie do niej było wyzwaniem, uczenie zdalne będzie łatwiejsze i bardziej skuteczne. Dotyczy to szczególnie dzieci nadwrażliwych, ze skłonnością do rozpraszania, lękowych, z trudnościami w radzeniu sobie ze stresem szkolnym. Uwierz w dobre chęci twojego dziecka, ucznia, w jego naturalną ciekawość świata. Twoje pozytywne nastawienie jako rodzica, czy nauczyciela ma duże znaczenie. Nie zaczynaj od stawiania dzieciom warunków, pokazywania konsekwencji, zasad oceniania. Skoncentruj się bardziej na pozytywnych aspektach: możliwości dostosowania przestrzeni do własnych potrzeb – wyboru miejsca do nauki, wygodnej pozycji, ubrania, odgraniczenia od bodźców zakłócających, możliwości picia w trakcie nauki, żucia gumy, zrobienia sobie przerwy, poruszania się, wyboru kolejności zadań, wykorzystania Internetu, i wszystko inne, co tylko przychodzi ci do głowy. Możesz porozmawiać o tym z dzieckiem, jakie ono samo widzi korzyści z nauki w domu. Jeśli samo je zobaczy, będzie pozytywnie nastawione do nauki, a to połowa sukcesu. Poczuje się też fizycznie bezpieczne.
  • Pamiętaj, że system kar i nagród, w którym mieści się także ocenianie, nie wypływa na zwiększenie motywacji wewnętrznej. Dlatego zamiast oceniać, zauważaj wysiłek, zaangażowanie – dla każdego dziecka będzie to oznaczało coś innego. Ogranicz ilość zadań na ocenę. Dawaj szansę na zdobycie dobrej oceny dzięki zadaniom, w których liczy się wysiłek, zaangażowanie, bardziej niż umiejętności, np. prezentacja, praca plastyczna, itp. System oceniania wiąże się z naturalną obronną odpowiedzią układu nerwowego. Jeśli układ nerwowy reaguje obronnie, oznacza to, że nie czuje się bezpiecznie, jest w stresie i uruchamia reakcję alarmową.
  • W tym trudnym czasie szczególnie dbaj o poczucie bezpieczeństwa i więź z uczniem. Potrzeba bezpieczeństwa jest bazową potrzebą człowieka. Gdy jest zagrożona, nic nie jest możliwe. Pozostaje ona w odwrotnej relacji z potrzebą eksploracji – drugą ważną, ludzką potrzebą. Gdy poczucie bezpieczeństwa jest zaspokojone, możliwa jest eksploracja. Kiedy w zagrożeniu poszukujemy bezpieczeństwa, nie pozostaje energii do uczenia, nabywania nowych umiejętności. Doświadczamy teraz czasu, który poważnie zaburza poczucie bezpieczeństwa w wielu aspektach funkcjonowania. Dzieci są przestraszone, w niepokoju, nieprzewidywalności, bez poczucia kontroli. Szczególne trudności mogą przeżywać uczniowie klas 8 oraz maturzyści – w tym roku szkolnym wyjątkowo niepewni swojej przyszłości. To, na co byli przygotowywani, sposób, w jaki wzięli odpowiedzialność za swój dalszy edukacyjny los, straciło na aktualności. Nie dokładaj im zmartwień, nie motywuj strasząc. Staraj się stworzyć dobrą perspektywę, pokazuj pozytywne strony, mów im, że dadzą radę. Zadbaj o ich bezpieczeństwo emocjonalne.
  • Zamiast ślepo realizować podstawę programową, pobudzaj ciekawość. Dotyczy to szczególnie tych przedmiotów, które nie podlegają egzaminom. Pokazuj dzieciom, że mają wybór, mogą podążyć za tym, co ich ciekawi. Sytuacja wyboru jest niezwykle ważna dla komfortu psychicznego i poczucia bezpieczeństwa. Daj dziecku możliwość wyboru sposobu nauki – zarówno w aspekcie technicznym, jak i czasowym. Określ czas do kiedy ma wykonać polecenie, nie oczekuj natychmiastowej reakcji. Pozwól mu samemu zorganizować sobie naukę.
  • Działaj w obszarze strefy najbliższego rozwoju, czyli w obszarze, który nieznacznie przewyższa aktualne możliwości dziecka. Strefa najbliższego rozwoju wyznaczana jest na dole przez umiejętności, które dziecko już posiada i samodzielnie potrafi wykorzystać, a od góry przez umiejętności, które wymagają niewielkiego wsparcia dorosłych. Żeby określić tę strefę, trzeba dobrze dziecko znać. Dzisiejszy czas będzie sprawdzianem, na ile udało ci się poznać do tej pory swoje dziecko, swojego ucznia.
  • Buduj rusztowania – pytaj o problemy, podsuwaj sposoby ich rozwiązania, podsuwaj pomoce techniczne. Nie przesadzaj jednak z pomysłami, żeby nie przeciążyć układu nerwowego.
  • Zadbaj o społeczne zaangażowanie i więź. Jeśli jesteś nauczycielem, pracuj z wykorzystaniem videokonferencji. Uczeń, który widzi Ciebie i słyszy w czasie rzeczywistym i ma realny kontakt z rówieśnikami, bardziej się zaangażuje. Możesz oddziaływać na niego za pomocą gestów, mimiki, tonu głosu. W tych dziwnych czasach izolacji dzieci bardzo potrzebują realnego kontaktu. Jeśli videonauczanie nie jest możliwe, postaraj się chociaż pozostać z uczniami na czacie, zwróć się do każdego osobiście. Nie poprzestawaj na przesyłaniu wiadomości mailowych – to kiepski sposób na zaangażowanie.
  • Zachęcaj młodych ludzi do angażowania się w proces grupowy. Niech dzielą się swoimi zadaniami, prezentacjami, projektami, pomysłami. Z innymi osobami w klasie, może z młodszymi kolegami ze szkoły. Napisanie klasowego opowiadania o radzeniu sobie z lękiem dla dzieci z młodszych klas może być świetnym ćwiczeniem z języka polskiego, a w dzieciach wzmocni poczucie przydatności i własnej wartości.
  • Zobacz, jak wygląda twoja własna motywacja do rozwoju, w tym szczególnym czasie. Dzieci uczą się przez obserwację i im młodsze, tym bardziej są wrażliwe na różne przejawy motywacji dorosłych. Jeśli tylko zauważą twoją niechęć, brak zaangażowania, motywację zewnętrzną, podążą za twoją energią. Zadbaj, by kierowała młodych ludzi tam, gdzie chcesz, żeby dotarli.

 

W motywowaniu dzieci i wsparciu samego siebie pomocne mogą być książki:

  • Agnieszka Stein „Dziecko z bliska idzie w świat”
  • Steinke – Kalembka „Dodaj mi skrzydeł. Jak rozwijać u dzieci motywację wewnętrzną.”

 

Powodzenia!

Posted by Anna Wąsik in motywacja wewnętrzna, uczenie, Wspieranie rozwoju dziecka, 0 comments

Dziecko w gabinecie psychologa. Część II

Zazwyczaj tym, co przyprowadza rodziców z dziećmi do gabinetu jest PROBLEM. Problem może dotyczyć różnych aspektów funkcjonowania: radzenia sobie z emocjami, mobilizacji do nauki, trudności z realizacją poleceń, niechęcią do jedzenia, zaburzenia rytmu dnia, nadużywania komputera, i innych. Jeśli dochodzi do wizyty, to prawdopodobnie problem jest już na tyle duży, że rodzina sama nie potrafi sobie z nim poradzić. Problem najczęściej dezorganizuje życie dziecka i jego otoczenia, rodząc kolejne trudności. Bywa, że przesłania codzienne radości, działa destrukcyjnie na relacje i samoocenę. Problem robi się jak wielka czarna dziura, która pochłania wszystko, co dobre. Przychodząc na konsultację rodzice są pochłonięci problemem. Mają przemożną potrzebę zagłębiania się w jego istotę, pokazywania jego charakteru i szczegółów. Konfrontacja z problemem i „wyłożenie” go w całości na stole w gabinecie psychologa, jest bardzo ważnym elementem terapii. Rodzice są tak przytłoczeni i zmęczeni doświadczaniem problemu, że mają potrzebę ciągle o nim mówić i skarżyć się na jego charakter. Taka jest ich aktualna perspektywa życiowa i psycholog powinien w tej perspektywie się zagłębić. Ale tylko na jakiś czas. Perspektywa problemowa koncentruje się na słabościach i porażkach, a one nie dają nadziei. W trakcie konsultacji wstępnych perspektywa rodziców powinna zmienić się z problemowej na nastawioną na zasoby i rozwiązanie. Nie jest to prosta transformacja i wymaga wsparcia psychologa.

Można zacząć od potrzeb – „czego potrzebuję jako rodzic?”, „na czym ma polegać zmiana?”, „po czym poznam, że zmiana się dokonała?”, „czego oczekuję od dziecka”, „jakich zachowań”, „jak dziecko ma się zachowywać zamiast?”, „czego potrzebuję w miejsce problemu?”

Odpowiedź na te pytania z perspektywy problemowej nie jest prosta. Bardzo często rodzice odpowiadają na nie wracając do problemu – „chcę, żeby problem zniknął”, „oczekuję, że dziecko nie będzie tak się zachowywać”. Bardzo trudno jest sformułować odpowiedź w sposób pozytywny, czyli określić swoje potrzeby, oczekiwania i cele. Są one jednak niezbędne, żeby wyglądnąć spoza problemu i zobaczyć możliwości jego rozwiązania. Z tej perspektywy można doświadczyć mocnych stron i możliwości własnych i dziecka, zobaczyć co działa i z czego mogę skorzystać. Zmiana perspektywy problemowej na nastawioną na rozwiązanie jest szczególnie trudna z rodzicami – z dziećmi idzie już znacznie lepiej. Różnica między dorosłymi a dziećmi polega na tym, że dorośli chętnie przyjmują perspektywę problemową i chętnie o niej mówią. Dzieci odwrotnie – nie lubią rozmawiać o swoich problemach, chętnie natomiast rozmawiają o swoich sukcesach i podejmują wyzwanie, by nauczyć się nowych umiejętności. Jest im oczywiście po stokroć łatwiej jeśli rodzice widzą zasoby dziecka i kibicują mu w osiąganiu sukcesu. Zmiana polega zatem na przeformułowaniu problemu na UMIEJĘTNOŚĆ, której dziecko może się nauczyć.

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in terapia dziecka, Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu, Wspieranie rozwoju dziecka, 0 comments

Zabawa – antidotum na szkolny stres.

Zabawa jest podstawową aktywnością dziecka, która stymuluje jego rozwój we wszystkich aspektach. Jest jasne, że małe dziecko powinno się dużo bawić. Zapominamy jednak, że zabawa jest także ważnym aspektem rozwoju  dzieci szkolnych a najlepszym czasem na dawanie jej miejsca są wakacje. Czas wakacyjny dzieci, podobnie jak rok szkolny bywa jednak mocno zorganizowany, nie pozostawiając miejsca na kreatywną nudę. Dlaczego jest to tak ważne? W wakacje dzieci wchodzą obciążone bagażem szkolnym – fizycznym i poznawczym zmęczeniem, rozregulowaniem rytmu dobowego, nagromadzeniem różnych bodźców, ze stresem, ciężarem konieczności zadowolenia rodziców i sprostaniu wymaganiom, skrajnej mobilizacji, nierzadko z poczuciem porażki i niespełnienia. Samo zakończenie roku szkolnego nie wyrwie ich z tego stanu. Dzieci potrzebują czasu, żeby się zregenerować i otrzepać ze szkoły, jak pies wychodzący z morza na brzeg. Może się zdarzyć, że początek wakacji nie będzie dla nich czasem energetycznej radości ale momentem na rozleniwienie, nudę, marudzenie i taki sobie humor. Nie oczekujmy od dzieci radości, energii i chęci do rodzicielskich pomysłów. Dajmy im swobodny czas. Swobodna zabawa ma kluczowe znaczenie dla rozwoju emocjonalno – społecznego dziecka, posiada też wartość terapeutyczną. Jest dla dziecka czymś bardzo naturalnym, wypływającym z naturalnych potrzeb rozwojowych. Po ciężkim roku szkolnym to bardzo przyjemne robić coś bez wysiłku i z czystej przyjemności. Dzięki wyobraźni i wcielaniu się w role, zabawa pozwala wyjść poza własne ograniczenia. W świecie zabawy dziecko może być kim chce, doświadczać siebie jako wielkiego, wspaniałego, odważnego i pełnego mocy. W szkole musi się podporządkować, realnie oceniać swoje możliwości i ograniczenia, porównywać do innych. W zabawie dziecko może eksperymentować z różnymi zachowaniami bez konsekwencji, podejmować ryzyko w bezpiecznych warunkach. W szkole musi się liczyć z konsekwencjami, hamować reakcje, dopasowując je do kontekstu społecznego. Kojący i terapeutyczny wpływ zabawy wiąże się też z możliwością odreagowania trudnych emocji, wyrzucenia na zewnątrz napięć, których dużą część generuje szkoła. Nauka szkolna koncentruje się na tym, czego dziecko nie umie a powinno się nauczyć, zabawa koncentruje się na zasobach i możliwościach dziecka. Nieskrępowany czas wakacyjny, szczególnie na początku wakacji może być zatem świetnym antidotum na szkolny bagaż.

Jest też dobra wiadomość dla ambitnych rodziców, którzy chcą wykorzystać wakacyjny czas na stymulację rozwoju dziecka. Zabawa posiada wartość poznawczą i ma silny związek z samoregulacją, która jest najlepszym predyktorem osiągnięć w życiu dorosłym. Istotną rolę pełnią tutaj ciekawość, entuzjazm i chłonny, nieskrępowany umysł – cechy, których często brakuje w nauce szkolnej. Warunkiem jest, żeby zabawa była autentyczna i inicjowana przez dziecko, a nie organizowana przez dorosłych. Dzieci angażują się wtedy w budowanie strategii, które tę zabawę podtrzymują. Doświadczają siebie jako organizatorów, zarządzających i kreujących rzeczywistość. Biorą odpowiedzialność za czynności w zabawie i ponoszą ich konsekwencje. A przecież o to najbardziej chodzi dorosłym – żeby dzieci umiały zarządzać czasem i brały odpowiedzialność za swoje obowiązki. Oczywiście w trakcie zabawy bywa, że dzieci doświadczają frustracji i trudnych problemów, z którymi nie potrafią sobie same poradzić. Jest to być może miejsce na wsparcie dorosłego – musi ono jednak być dyskretne i z wyczuciem. Jeśli dorosły zbyt wcześnie zainterweniuje, ograniczy zdolność do samodzielnego rozwiązywania konfliktów i logicznego myślenia, może również zaburzyć poczucie własnej wartości i pewności siebie płynącej z samoregulacji. Badania pokazują, że dzieci, które się bawią, w porównaniu do dzieci, które z różnych względów tego nie robią, osiągają wyższe wyniki w testach zdolności umysłowych, kontroli impulsów, spójności opowiadanych historii oraz zdolności do empatyzowania z innymi (Berk, Mann i Ogan, 2006 r.).

Po prostu – nie wtrącajmy się za bardzo!

Anna Wąsik

Posted by Anna Wąsik in Wspieranie rozwoju dziecka, 0 comments